Ibanez Roadstar II Deluxe RB 924 [1983]

  • brzmienie z charakterem - klarowne, ale bez typowej szklanki
  • bardzo wygodny gryf
  • rasowy wygląd
  • wysoka jakość wykonania
  • ciekawa konstrukcja mostka, wpływająca znacząco na wygodę jego regulacji
  • bardzo bogaty repertuar brzmień (zwłaszcza jak na gitarę pasywną), z których żadne nie jest bezsensowne
  • problemy ze zdobyciem oryginalnych części zamiennych
  • ostre krawędzie korpusu nie stanowią wygodnego podparcia pod ramię
  • nie do każdej muzyki będzie optymalnym rozwiązaniem – ciężko mu przychodzi subtelność
  • brak nieodżałowanej wersji pięciostrunowej

Amerykanie i Brytyjczycy od zawsze ustalali standardy przemysłowe w zakresie
profesjonalnego sprzętu muzycznego. Fender, Gibson, Rickenbacker – myślę
że żadnej z tych marek nie trzeba nikomu przedstawiać, a samo przeczytanie
nazw wystarczy by przed oczami wyobraźni ujrzeć sylwetki ich produktów
flagowych. Jednak w tym pięknym świecie legend pojawiło się zło.

Zaczęli od tanich replik. A potem bezczelnie stwierdzili, że można to
zrobić lepiej, a nadal taniej. Cóż za impertynencja. Jaki tupet. Ale zanim
werdykt – przyjrzyjmy się co też małe, sprytne, azjatyckie ludki
wymyśliły.

Próbki brzmienia tej gitary można odsłuchać

tutaj.

Opis

Produkcję gitar z serii Roadstar II rozpoczęto w roku 1983, wycofując
jednocześnie z produkcji serię Roadster. Wprowadzono dwie równoległe serie
– standard i deluxe. Jak łatwo się domyślić, seria deluxe oferowała
większe możliwości kreowania brzmienia, jak również atrakcyjniejsze
warianty wykończenia. Produkcji zaprzestano w roku 1987. Opisana w tej
recenzji gitara – Ibanez RB 924 – została wyprodukowana w 1983 roku w
Japonii i jest najwyższym modelem serii Roadstar II deluxe z tego rocznika. A
teraz litania:

[*]cztery struny

[*]konstrukcja bolt-on

[*]olchowy korpus, top z klonu oczkowego

[*]klonowy gryf

[*]palisandrowa podstrunnica

[*]24 progi

[*]menzura 34 cale

[*]dwa pasywne przetworniki, przy gryfie P5S, przy mostku J6 (później
rozwinę ten temat)

[*]pasywna elektronika

[*]mostek Accu-cast B II

[*]klucze Velve Tune B II

[*]chromowany osprzęt

[*]lakier półprzezroczysty brązowy z białym bindingiem dookoła korpusu

Po przeanalizowaniu podstawowych cech gitary pod kątem zastosowanych gatunków
drewna i typu przetworników nasuwają się oczywiste skojarzenie z gitarami
Fendera. Najpierw przebiegli japończycy ze zrozumieniem przeczytali przepis na
jabłecznik… a potem zaczęli debatować z jakiego gatunku tuńczyka będzie
najlepszy farsz.

Ergonomia i funkcjonalność

Jak na Ibaneza przystało, gryf jest prawdziwie wyścigowy. Bardzo cienki i
wąski, najwygodniejszy jaki miałem w rękach w kategorii czterostrunowej.
Dostęp do najwyższych pozycji mógłby być odrobinę lepszy, wygodna gra
kończy się powyżej osiemnastego progu, ale nie jest to coś niespotykanego w
konstrukcjach typu bolt-on.

Waga i wymiary tej gitary są standardowe. Idealnie mieści się w futerałach
fenderowskich. Zastosowanie lekkich kluczy olejowych, zmniejszenie rozmiarów
główki oraz ogólne odchudzenie gryfu rozwiązało problem wyważenia
poprzednika serii RB – serii Roadster (RS).

Elektronika jest całkowicie pasywna. Trzy pokrętła – głośność, balans
i regulacja wysokich tonów. Dodatkowo trójpozycyjna wajcha do przełączania
trybu pracy przetwornika przy mostku. Przy gryfie zamontowano przetwornik typu
precision, zabudowany obudową typu soapbar. Przy mostku zamontowano dwa
przetworniki typu single coil w jednej, wspólnej obudowie, również typu
soapbar. W zależności od ustawienia przełącznika sterującego pracą
przetworników przy mostku działa jedna cewka, dwie cewki połączone
szeregowo lub dwie cewki połączone równolegle (humbucker). Chwili
przyzwyczajenia wymaga niestandardowe rozmieszczenie potencjometrów – w
odróżnieniu od bardziej klasycznych konstrukcji potencjometry głośności i
balansu są zamienione miejscami. Z początku myślałem, że ktoś sobie je z
jakiegoś powodu przełożył, jednak po przeanalizowaniu katalogów Ibaneza
okazało się, że w Roadstarach tak po prostu ma być.

Odległość między strunami przy mostku wynosi tradycyjne 19 mm. Mostek
pozwala na regulację w dwóch płaszczyznach. Ciekawym rozwiązaniem jest
regulacja wysokości każdego z młoteczków mostka przy pomocy jednej tylko
śrubki – bardzo wygodne rozwiązanie. Dziwnym rozwiązaniem jest natomiast
zastosowanie do regulacji menzury śrub z nacięciem płaskim zamiast
gwieździstego. W starszych gitarach Ibanez montował śruby z nacięciami
gwieździstymi – możliwe że był to jakiś eksperyment, który się nie
powiódł o czym świadczy powrót do nacięć gwieździstych w nowszych
modelach. Mostek posiada wyżłobienia ułatwiające wymianę strun.

Zastosowane klucze są bardzo precyzyjne, o sporym jak na olejaki
przełożeniu. Nie ma żadnych luzów, długo trzymają strój. Gniazdo
zamontowano na topie gitary. Rozwiązanie to bardzo mi się podoba, bo jest
zwyczajnie wygodne, ale żeby jakoś to wyglądało trzeba stosować kable z
kątowymi wtyczkami.

Wygoda gry jest na bardzo wysokim poziomie. Wyścigowy gryf, struny względnie
blisko korpusu. Duże obudowy przetworników stanowią bardzo solidne oparcie
dla kciuka w trakcie gry palcami. Ze względu na łagodne krawędzie mostka,
stanowi on wygodne podparcie dla nadgarstka przy grze kostką czy tłumionym
kciukiem. Nie jestem w stanie przytoczyć na dzień dzisiejszy gitary która
pod względem manualnym bardziej by mi odpowiadała w kategorii czterostrunów,
ale jest to moje subiektywne odczucie. Jeśli gustujesz raczej w topornych
konstrukcjach, ta gitara nie jest propozycją dla ciebie.

Wiosło jest bardzo atrakcyjne wizualnie. Ładny, półprzezroczysty lakier w
połączeniu z gradientem i klonem oczkowym tworzą bardzo ładny efekt
końcowy. Wisienką na torcie jest biały binding dokoła korpusu. Całość
prezentuje się naprawdę rasowo. Niestety ma to swoją cenę. Binding
sprawił, że krawędzie topu gitary są bardzo kanciaste. Jest to zła
wiadomość dla basistów lubiących opierać przedramię o górną krawędź
gitary – może zaboleć.

Brzmienie

Brzmienie gitary jest raczej jasne niż ciemne, nie pozbawione zdrowej dawki
środka, nad którego charakterem możemy dość dokładnie zapanować –
może być cieplutki i okrągły, może też być bardziej agresywny i
warczący. Zakres brzmień możliwych do uzyskania jest bardzo szeroki (jak na
gitarę pasywną wręcz imponujący), jednak ogólny charakter gitary nie
pozostawia wątpliwości, że została ona stworzona z myślą o muzykach
chcących zabrzmieć dobrze w mocnym graniu gitarowym.

Najciekawszym elementem gitary mającym wpływ na brzmienie jest możliwość
wyboru trybu pracy przetwornika przy mostku. W zależności od ustawienia tego
trybu gitara potrafi zabrzmieć diametralnie różnie. Podczas gdy przetwornik
typu P przy gryfie nadaje brzmieniu ciepłą, basówą podstawę, przetwornik
przy mostku w zależności od ustawienia nadaje brzmieniu odpowiedniego
charakteru. W trybie precel + singiel mamy w brzmieniu charakterystyczny dla
jazzowych przetworników nosowy warkot – gitara bardzo ładnie wypełnia
dolne i środkowe pasmo w miksie. Przy ustawieniu precel + szereg pojawia się
szklista górka, bardzo mocno rozjaśniająca brzmienie – gitara zaczyna się
przebijać górą. Gdy natomiast przestawimy wajchę w pozycję precel +
humbucker dostajemy bardzo ciemne brzmienie z potężnym basem, o bardzo mocnym
sygnale, więc jeśli potrzebujesz postawić ścianę dźwięku – trafiłeś w
dziesiątkę. Oczywiście można kombinować jeszcze z balansem przystawek i
ustawieniem tonów wysokich, co w praktyce przekłada się na możliwość
uzyskania niemal dowolnego brzmienia z zakresu brzmień możliwych do
wyciśnięcia z pasywnej elektroniki.

Niemal każda znana mi technika gry brzmi na tym instrumencie poprawnie. Palce,
kostka, slap, flażolety i palm mute brzmią zawodowo. Nie podoba mi się za to
do końca brzmienie tappingu, ale może to wynikać z niedostatków w moich
umiejętnościach stosowania tej techniki. Czułość na niuanse artykulacyjne
jest na rozsądnym poziomie. Pozwala ona na uzyskanie paru ciekawych efektów,
jednocześnie nie zmuszając muzyka do ciągłego wysiłku ukierunkowanego na
zapanowanie nad artykulacją w trakcie koncertów. Można powiedzieć, że
Ibanez zbliżył się dość mocno w tej kwestii do złotego środka między
możliwościami a prostotą obsługi.

Niestety gitara ma też swoje ograniczenia. Jakkolwiek paleta brzmień jest
naprawdę bogata, nie do każdej muzyki uda nam się znaleźć brzmienie
optymalne. Szczególnie dało mi się to we znaki w projekcie bluesowym w
którym regularnie się udzielam. Brzmienie tej gitary okazało się zbyt jasne
do grania takiej muzyki (amerykański blues + trochę funkujących wstawek w
stylu pierwszej płyty Jamiroquai), przez co zespół jako całość brzmiał
dość sztucznie. Roadstar II ma zbyt agresywne brzmienie, żeby cieszyć moje
ucho w takim repertuarze. Nie ważne jak pokręcimy gałkami, nigdy nie uda nam
się całkowicie ukryć rockowego charakteru tej gitary. Co niekoniecznie musi
być wadą – o ile w bluesowym projekcie gitara mi się nie sprawdziła, o
tyle awansowała na moje główne wiosło w projekcie metalowym i rockowym
cover-bandzie w których również się udzielam. Próbki brzmienia:

basoofka.net/node/22626.

Podsumowanie

Ibanez RB 924 jest bardzo udaną konstrukcją. Nie ma w tym nic dziwnego –
Japończycy jako punkt wyjścia obrali klasykę Fendera, po czym dodali parę
patentów od siebie. Sprawdzona mieszanka drewna, pasywna elektronika z
bajerami i charakterystyczna dla Ibaneza wygoda – to nie mogło się nie
udać.

Z pewnością gitarę tą docenią ludzie szukający agresywnego, jasnego
brzmienia. Rock, punk i metal – to jest naturalne środowisko tego wiosła. Z
innymi gatunkami też sobie poradzi, ale może się męczyć. Szczególnie gdy
brzmienie powinno być bardziej miękkie niż agresywne, jak chociażby we
wspomnianym przeze mnie przypadku projektu bluesowego. Możesz wyciąć górę,
wyłączyć przetwornik przy mostku, a i tak tego pazura z brzmienia nigdy do
końca się nie pozbędziesz. Oczywiście nie oznacza to, że w sytuacjach
wymagających delikatności ta gitara sobie całkowicie nie radzi – po prostu
są gitary, które robią to lepiej.

Z jakością wykonania nie ma najmniejszego problemu – Ibanez jak zwykle
stanął na wysokości zadania. Dostępność części zamiennych jest zerowa,
ale to już niestety standard w przypadku starych gitar Ibaneza.

Gitara prezentuje się przepięknie. Ładny lakier i binding dokoła korpusu
robią swoje. Dorzuć do tego skórzaną kurtkę, niebieskie dżiny, okularki
przeciwsłoneczne i masz zestaw króla sceny. Wygląda dokładnie tak rasowo,
jak brzmi. Jeśli grasz hard-rocka i dbasz o image sceniczny, tą gitarą na
pewno go sobie nie popsujesz.

Czy warto w tą gitarę zainwestować? Mogę polecić ją w ciemno każdemu
basiście rock-metalowemu, niezależnie od jego stopnia zaawansowania. Jest na
tyle czuła na artykulację, że lepszym basistom pozwoli pokazać co
potrafią, jednocześnie nie przeginając w drugą stronę, dzięki czemu nie
powinna zniechęcić do grania początkujących. Widziałem takie gitary w
obrocie w cenach oscylujących w granicach 1300- 1600. Uważam, że jest to
cena śmieszna w świetle możliwości oferowanych przez tą gitarę. Polecam
rękami i nogami.

  • brzmienie z charakterem - klarowne, ale bez typowej szklanki
  • bardzo wygodny gryf
  • rasowy wygląd
  • wysoka jakość wykonania
  • ciekawa konstrukcja mostka, wpływająca znacząco na wygodę jego regulacji
  • bardzo bogaty repertuar brzmień (zwłaszcza jak na gitarę pasywną), z których żadne nie jest bezsensowne
  • problemy ze zdobyciem oryginalnych części zamiennych
  • ostre krawędzie korpusu nie stanowią wygodnego podparcia pod ramię
  • nie do każdej muzyki będzie optymalnym rozwiązaniem – ciężko mu przychodzi subtelność
  • brak nieodżałowanej wersji pięciostrunowej

Załączniki

Ocena Społeczności :


Ocena: ☆ 5.0 Głosujących: 5

Jak Ty oceniasz wpis?

Wiesz po co są te ikonki?

Wpisy są prywatnymi opiniami poszczególnych autorów.

Komentarzy: 14

  1. Dobra recka, ale popraw to, bo kłuje w oczy: "Odległość między strunami
    przy mostku wynosi tradycyjne 19 cali." ;)
  2. Ja pier... W każdej jednej recce muszę strzelić jakiś taki farmazon :-]
  3. Zdjęcia? Próbki?
  4. świetna recka, lekko i przyjemnie się czyta, dołączam się do prośby o
    próbki :) pozdrawiam
  5. Ze zdjęciami krucho, bo nie mam aparatu. Do próbek na razie nie miałem czasu
    przysiąść, ale spokojnie - niebawem się pojawią.
  6. Dobra recenzja, przyjemnie poczytać. Kurde, aż mnie ostatnimi czasy
    zaczynają męczyć stare japońce. Zaiste, wygląd gitary jest świetny.
  7. ahh, żeby takie piątki powstały...

    a recka widać że fachowo napisana
  8. przeglądając witrynę se zauważyłem taki oto topik -
    https://www.basoofka.net/node/7455 przypomina tą z recki ^__^ co daje jakiś
    ogląd na brzmienie, mimo tego liczę na próbki

    tapchan - jesteś the best, pozdrawiam
  9. gratulacje! Świetne wiosło. Ostatnio moda jest na meble ze strunami.... a tu
    mamy porzadny bas:)
  10. Próbek i zdjęć chcemy! Smaku mi narobiłeś. Wygląda na to że w wersji
    pięciostrunowej byłoby moim basem marzeń.
  11. Wygląda na to, że wtedy to zbyt wiele basów pięciostrunowych nie było. Na
    99% są to tylko wersje czterostrunowe.
  12. Wreszcie zabrałem się za nagranie próbek. Do posłuchania tutaj:
    https://www.basoofka.net/node/22626
  13. Trzeba by zaktualizować ceny z recki, bo obecnie te gitary chodzą po 2,5
    koła minimum, jeśli w ogóle jakiś farciarz trafi je na allegro ;)

    Pozdr
  14. Czemu? Niech młodzi wiedzą, że był taki czas gdy za śmieszne pieniądze
    można było fajne wiosło kupić ;-)

    Tak serio to wszystkie recenzje starsze niż 2 lata powinny automatycznie
    znikać z forum a autor powinien dostać maila z prośbą o aktualizację w
    oparciu o kolejne 2 lata doświadczeń. Czytam tą recenzję i aż mnie bawi
    jaki mądry kiedyś byłem.
Napisz odpowiedź