Ibanez Roadster RS 824 [1981]

  • bardzo bogaty wachlarz vintage’owych brzmień
  • świetnie gada w sekcji
  • wysoka jakość wykonania
  • standardowe wymiary przetworników (łatwy upgrade)
  • bardzo dobrej jakości osprzęt
  • +10 do lansu za posiadanie gitary, której nie da się kupić w sklepie ;-)
  • raczej na niej nie stracisz przy ewentualnej odsprzedaży – ta gitara trzyma swoją wartość
  • nie najlepsze wyważenie gitary – delikatnie leci na gryf
  • toporny gryf jak na Ibaneza (czyli w sumie przeciętny dla innych producentów)
  • brak fabrycznego ekranowania elektroniki
  • gitara jest trudna i dość twarda, wymaga większej kontroli nad artykulacją i siłą niż inne gitary tej firmy, z którymi się spotkałem
  • ze względu na główkę nie mieści się w futerałach profilowanych pod wymiary fenderowskie
  • ciężko ją zdobyć

W dzisiejszych czasach Ibanez RS 824 jest instrumentem dość rzadko
spotykanym, zarówno na scenach jak i w odsprzedaży. Czy w związku z małą
popularnością na scenach jest to wiosło kiepskie? A może rzadkość
występowania tego instrumentu na rynku wtórnym świadczy o jego wysokiej
wartości z tytułu braku chęci właścicieli do pozbywania się tych gitar?
Zapraszam do lektury.

Próbki brzmienia tej gitary można odsłuchać

tutaj.

Opis

Ibanez wprowadził gitary basowe z serii Roadster w 1979 roku. Była to
najtańsza linia gitar basowych oferowanych wówczas przez tego producenta. Z
drugiej strony na korzystaniu z gitar tej serii przyłapano Phil’a
Lynott’a, John’a Wetton’a a nawet Steve’a Harris’a, co może już
być swoistą rekomendacją. Seria została wycofana z produkcji w roku
1983.

Opisywana w tym artykule gitara jest najwyższym modelem tej serii wyposażonym
w pasywną elektroniką. Została wyprodukowana w roku 1981 w Japonii. A teraz
pochylmy głowy do litanii:

[*]cztery struny

[*]konstrukcja bolt-on

[*]mahoniowy korpus

[*]klonowy gryf

[*]palisandrowa podstrunnica

[*]24 progi

[*]menzura 34 cale

[*]dwa pasywne przetworniki, przy gryfie precel, przy mostku singiel

[*]pasywna elektronika

[*]mostek Accu-cast

[*]klucze Hercules B

[*]chromowany osprzęt

[*]kolor biały

Ergonomia i funkcjonalność

Jest to czterostrunowa gitara o menzurze 34 cale – bardziej standardowo się
chyba nie da. Na mostku odstęp między strunami wynosi 19mm, więc też
standard. Kształt gitary jest bardzo tradycyjny. Wagowo też wszystko w
normie.

Jak na Ibaneza, gryf jest dość gruby. Najwyraźniej w tamtych czasach pod tym
względem próbowali bardziej wzorować się na produktach konkurencji niż
wprowadzać innowacyjne rozwiązania. Zastosowany gryf bardzo przypomina
manualnie Fender Precision Bass i ludzie przyzwyczajeni do tych basów poczują
się tutaj jak w domu. Ja niestety jestem przyzwyczajony do Ibanezowskich
lotniskowców, więc manualnie ze wszystkich moich gitar ta jest dla mnie
najmniej wygodna, jednak jest to już tylko i wyłącznie kwestia moich
preferencji. Niestety w przypadku tej gitary zastosowane tak masywnego gryfu
odbiło się czkawką, ponieważ w połączeniu z całkiem sporą główką
psuje trochę balans gitary i potrafi ona zapikować w dół. Co ciekawe, w
pikowaniu tym zatrzymuje się idealnie w poziomie – osoby grające z gitarą
pod szyją prawdopodobnie nie odczują tego zjawiska, ale osoby grające z
basem na wysokości pasa (do których się zaliczam) mogą doświadczyć
pewnego dyskomfortu. Czy jest to efekt zamierzony czy błąd konstrukcyjny?
Raczej to drugie, o czym dobitnie świadczy „odchudzenie” gryfu i główki
w młodszych konstrukcjach.

Gitara wyposażona jest w cztery potencjometry i trójpozycyjny przełącznik.
Każdy z przetworników ma osobną regulację głośności oraz regulację
tonów wysokich. Wajcha służy do przełączania przetworników. Z początku
rozwiązanie takie budziło we mnie pewne wątpliwości, jednak z czasem
przyzwyczaiłem się do niego, a nawet polubiłem. Możliwość oddzielnej
regulacji dla obu przetworników pozwala na uzyskanie bardzo zróżnicowanych
brzmień, a przełącznik przystawek pozwala bardzo szybko przełączać się w
środku utworu między wcześniej ustawionymi brzmieniami.

Gdy przełącznik jest ustawiony w pozycji środkowej, tak aby sygnał był
pobierany z obu przystawek, jeśli chociaż jeden potencjometr głośności
jest skręcony do zera, na wyjściu gitary mamy ciszę. Dla mnie trochę nie
intuicyjne rozwiązanie, ale też ma swój urok, ponieważ niezależnie od
pozycji przełącznika zawsze możemy wyciszyć gitarę przy pomocy jednego
potencjometru. Szkoda tylko że w przypadku dwóch skrajnych pozycji musimy
pamiętać którym potencjometrem kręciliśmy w celu uniknięcia wtopy na
koncercie. Pod tym względem jednak triumfują konstrukcje ze wspólną
regulacją głośności i dodatkowym potencjometrem balansu.

Klucze są bardzo precyzyjne, ze sporym przełożeniem. Konstrukcja otwarta.
Zero luzów, nie puszczają – jeśli nie zmienia się temperatura w
pomieszczeniu potrafi wytrzymać miesiąc bez strojenia. Niestety rozmiar
kluczy w połączeniu z układem 2+2 i dużym rozmiarem główki sprawia, że
gitara nie mieści się w wyprofilowanych futerałach zbudowanych z myślą o
wymiarach fenderowskich. Sprawę załatwia miękki pokrowiec, walizka nie
profilowana lub flight-case.

Elektronika nie została fabrycznie zaekranowana. W warunkach domowych to nie
przeszkadza, ale pierwszy koncert na porządnie oświetlonej scenie skłonił
mnie do zainwestowania w ekranowanie – jak na profesjonalne warunki było
zdecydowanie zbyt „szumnie”.

W odróżnieniu do wyższych modeli basów Ibaneza z tamtego okresu, przystawki
są w standardowych obudowach o standardowych wymiarach. Uważam to za zaletę,
ponieważ dzięki temu można bez kombinowania bawić się w upgrade
przetworników jeśli ktoś uzna go za konieczny.

Brzmienie

Mimo pasywnej elektroniki, możliwości brzmieniowe są całkiem spore. Nie da
się jednak ukryć, że tak jak konstrukcja tej gitary, tak też wachlarz
możliwych do uzyskania brzmień jest zdecydowanie tradycyjny. Nowoczesne
brzmienia to nie tutaj. Zdecydowany vintage.

Przystawka typu precision brzmi tak jak powinna. Cieplutki środek, okrągły
dół i subtelna góra. Nie zaskoczy basisty który miał już styczność z
preclami, trzyma poziom. Przystawka typu jazz przy mostku rozjaśnia brzmienie
całości. Dodaje charakterystycznego dla tych przystawek pomruku, co w
połączeniu z ciepłem precla potrafi stworzyć bardzo ciekawe brzmienie do
zastosowań około-rockowych.

Przystawka przy gryfie jest zauważalnie głośniejsza od tej przy mostku. Z
moich obserwacji wynika, że jest to cecha charakterystyczna dla pasywnych
basów z układem przystawek PJ. Z tego powodu w miksie domyślnie dominuje
charakter precla – można to kompensować manipulując głośnością
przystawki przy gryfie.

Nasz Ibanez najlepiej czuje się w bluesie, klasycznych odmianach rocka i
pokrewnych (bo w gruncie rzeczy jest to precel…) brzmieniowo jest jednak na
tyle uniwersalny, że bez kompleksów można go wykorzystać do grania multum
innych gatunków (…na sterydach). Brzmienia zespołów i artystów takich jak
Greek Day, Clutch, Iron Maiden, Thin Lizzy, Jamiroquai czy James Brown nie
stanowią dla tej gitary większego wyzwania. Zapraszam do odsłuchania próbek
brzmienia mojego autorstwa, o tutaj:

.

Przy przełączniku przetworników ustawionym na pozycjach P i P+J gitara
bardzo dobrze siedzi w sekcji, świetnie wypełnia dolne pasmo jednocześnie
nie włażąc na pasma pozostałych instrumentów w zespole. Gdy przełączymy
dźwigienkę w pozycję J gitara wybija się środkiem na pierwszy plan, więc
dzięki przełącznikowi przystawek można szybko w trakcie utworu
przełączyć się z „pokorny basista mode” na „pogromca gitarzystów
mode”.

Gitara jest bardzo czuła na artykulację. Na jednych ustawieniach gitara
potrafi zabrzmieć diametralnie różnie w zależności od tego gdzie, jak i
jak mocno uderzymy strunę – trzeba się pilnować, żeby niechcący w
trakcie grania utworu nie zmienić sobie w ten sposób niechcący barwy. Może
się to wydawać banalnym stwierdzeniem, bo przecież każda gitara jest w
jakimś stopniu czuła na artykulację. Jednak w tym przypadku wymagana jest
szczególna ostrożność. W innych gitarach na jakich grałem artykulacja
miała w różnym stopniu wpływ na brzmienie, przeważnie jednak wszystkie
brzmienia uzyskiwane w trakcie zabawy artykulacją nadawały się do
słuchania. W przypadku naszego Ibaneza milimetry potrafią zdecydować o tym,
czy gitara brzmi świetnie, czy w ogóle nie brzmi. Pod tym względem gitara ta
jest chyba najtrudniejszą z jaką się spotkałem (oczywiście z pominięciem
gitar, które niezależnie artykulacji brzmią paskudnie).

Niezawodność

Gitara została wyprodukowana w 1981 roku. Jest starsza ode mnie, a jednak jest
w lepszym stanie 😉 Są ubytki na lakierze, ale to nic nadzwyczajnego w niemal
trzydziestoletniej gitarze aktywnie używanej do grania. Osprzęt zdążył
zmatowieć, jednak nigdzie nie pojawiły się jeszcze ślady rdzy. W zasadzie
pod względem jakości wykonania nie ma się do czego przyczepić, poza
wspomnianym już brakiem fabrycznego ekranowania elektroniki.

Podsumowanie

Jakość lutnicza tego instrumentu jest bardzo dobra. Po zaekranowaniu
elektroniki (szkoda, że nie ma tego w standardzie) zostaje się z naprawdę
sprawnym wiosłem o bardzo ładnym, pasywnym charakterze i sporych
możliwościach brzmieniowych. Bez kompleksów można się z nim pokazywać na
profesjonalnych scenach.

Jest to gitara trudna, jak na Ibanez nawet bardzo trudna. Wymaga większej
siły niż inne gitary tej firmy z którymi się spotkałem. Wymaga również
sporego zapasu umiejętności w zakresie artykulacji, dlatego nie polecam jej
bardzo początkującym basistom, bo mogą się zniechęcić do grania. Z
drugiej strony, po opanowaniu niuansów artykulacyjnych tej gitary, gra na niej
sprawi naprawdę sporą frajdę basiście lubiącemu grać sekcyjnie. Ja
musiałem się z nią trochę pomęczyć, a z efektu końcowego jestem bardzo
zadowolony. Worzę ją ze sobą na koncerty blues-rockowe i zawsze mi się
gęba na scenie cieszy gdy spaceruję sobie na niej pod gitarkami.

Nawiązując do pytań postawionych na wstępie, mogę stwierdzić z pełną
odpowiedzialnością, że mimo wad Ibanez RS 824 nie jest bublem. Brzmienie tej
gitary kompensuje niedostatki konstrukcyjne z nawiązką. Ciężko mi
wyjaśnić rzadkość występowania tych gitar na współczesnych scenach, być
może jest spowodowana ogólnie niewielką liczbą (jak na producenta masowego)
wyprodukowanych egzemplarzy, z czego jeszcze mniej dotrwało do dzisiejszych
czasów. Za to mogę podjąć się próby wyjaśnienia dlaczego gitary tej nie
jest łatwo zdobyć – ja mojej raczej nie mam zamiaru się pozbywać i
podejrzewam, że inni jej użytkownicy (o ile gustują w takich brzmieniach)
też nie noszą się z takim zamiarem. Co ciekawe, gdy już się tacy ludzie
pojawiają, na ogół sprzedają te gitary bardzo tanio (okolice 1500),
więc moim zdaniem warto polować na okazję.

Na zdjęciu dołączonym do recenzji widnieje zdjęcie katalogowe gitary w
trochę innej wersji kolorystycznej od mojej. Wynika to z tego, że nie
posiadam aparatu fotograficznego, a nie chcę wrzucać na stronę zdjęć
zrobionych komórką. Jak coś w tej materii wykombinuję, dorzucę real-photo
mojego egzemplarza.

  • bardzo bogaty wachlarz vintage’owych brzmień
  • świetnie gada w sekcji
  • wysoka jakość wykonania
  • standardowe wymiary przetworników (łatwy upgrade)
  • bardzo dobrej jakości osprzęt
  • +10 do lansu za posiadanie gitary, której nie da się kupić w sklepie ;-)
  • raczej na niej nie stracisz przy ewentualnej odsprzedaży – ta gitara trzyma swoją wartość
  • nie najlepsze wyważenie gitary – delikatnie leci na gryf
  • toporny gryf jak na Ibaneza (czyli w sumie przeciętny dla innych producentów)
  • brak fabrycznego ekranowania elektroniki
  • gitara jest trudna i dość twarda, wymaga większej kontroli nad artykulacją i siłą niż inne gitary tej firmy, z którymi się spotkałem
  • ze względu na główkę nie mieści się w futerałach profilowanych pod wymiary fenderowskie
  • ciężko ją zdobyć

Załączniki

Ocena Społeczności :


Ocena: ☆ 5.0 Głosujących: 5

Jak Ty oceniasz wpis?

Wiesz po co są te ikonki?

Wpisy są prywatnymi opiniami poszczególnych autorów.

Komentarzy: 7

  1. dobry rocznik.
  2. też mam z drugiej serii i szczerze uważam że jest lepsza od pierwszej,
    poprawili to i owo (RB 924 posiadam, rocznik 83)
  3. Magic:

    Recenzję tego modelu też niebawem upichcę, bo tak się składa że mam taki
    na stanie ;-) Możesz rozwinąć myśl odnośnie tego co zostało poprawione -
    może zauważyłeś coś co umknęło mojej uwadze, a może być pomocne przy
    pisaniu recenzji.
  4. ktoś tu przypadkiem czegoś nie pomylił? Roadstar to nie to samo co Roadster
    - to całkiem różne modele Ibanez :P

    tapchan - świetna recka, kapitalnie podchodzisz do tematu z tymi próbkami !
  5. Roadstary to bardzo przyjemne gitary. Klasyczna linia, nieco vintageowe
    brzmienie (a nawet bardzo :) ), przystepna cena w stosunku do jakosci i
    mozliwosci - atrakcyjna propozycja dla kazdego srednio-zaawansowanego
    basisty.

    Jezeli chodzi o pickupy - no niestety sa one przecietnej jakosci. Brzmienie z
    deski jest zupelnie inne niż to, co otrzymujemy kablem. Chociaz maja swoj
    "niepowtarzalny" charakter :)

    Sam posiadam roadstara, jednak nizszy model (sam precel). No i II serie. Do
    dzis jestem z niego zadowolony.
  6. @abstraktus: ktoś tu przypadkiem czegoś nie pomylił? Roadstar to nie to samo co Roadster - to całkiem różne modele Ibanez :P




    Ja się sypnąłem na początku. Potem poprawiłem, ale zanim zdążyłem to
    zauważyć poszła lawina.
  7. O, Roadster :)

    Świetna recka, mam podobne spostrzeżenia :)

    Ja mam RS 924 i nie zamierzam się pozbywać - świetny basik :) -
    https://www.basoofka.net/node/10726

    Widziałem je parę razy na scenie - głównie w ostrej muzie.

    Ten twój gada podobnie do mojego - ta górka... W basach jest różnica -
    jesionową dechę mam - J bardziej growluje, P też subtelnie inaczej
    gada...

    Mam jedno nagranie - techniczne, uczyłem się kawałka, ostatniego riffu nie
    pamiętałem a nie kciało mi się ze słuchu rozwalać - jest nierówno już
    na etapie gitar, a i interfejs lagował więc nie czepiać się, że nierówno
    ;)

    Na obu przystawkach zagrane, trochę średnie tony i bas podbite na MXRze DI+,
    chyba jakaś kompresja jest mała, ale nie pamiętam, w środku zwolnienie
    grane kostką (2:03-2:20), reszta palce.

    http://filippiarz.wrzuta.pl/audio/0xIBKuOP0WZ/01_technology_git_bas
Napisz odpowiedź