Kupno tego Santandera, wątpliwości czy warto.

Witam, Planuję zakup instrumentu po latach przerwy. Wybór jest dla mnie dosyć oczywisty, chociaż wiem, że kontrowersyjny: bas 6 strun, bezprogowy. Od razu zaznaczam, że w przeszłości grałem w szkołach muzycznych oraz poza nimi na kilku instrumentach, w tym na gitarze i kontrabasie, więc dobrze wiem na co się decyduję i jak ktoś mnie przyciśnie, to jestem w stanie to dosyć rzeczowo uzasadnić. Jestem również świadomy stopnia trudności, zaczynania od niestandardowej ilości strun, natury bezprogowości i tak dalej. Nie jestem tylko pewien, czy ilość czasu wystarczy mi na rozwinięcie skrzydeł na tyle na ile bym chciał. To tyle tytułem wstępu, żeby nie zanudzać. Początkowo chciałem budować instrument u lutnika, niestety parę wyjazdów wakacyjnych i na zawody zmusiło mnie do zrewidowania poglądów na ilość kasy, jaką jestem w stanie umoczyć w tym interesie wysokiego ryzyka (tak to eufemistycznie nazwijmy, faktycznie jest to po prostu kolejna skarbonka bez dna). Ostatnio wpadł mi w oczy następujący instrument: Santander 7 strun, aktywny Szybki skan internetów, cóż to jest wykazał co następuje: – tania chińszczyzna z jakimś ostatnim etapem produkcji usytuowanym w Niemczech, – większość tutaj wylewa na te instrumenty wiadro pomyj, – te droższe wersje (zakładam, że to jest egzemplarz tych serii), podobno nie aż takie złe To jest najprawdopodobniej tego typu instrument (w prezentowanym nagraniu mocno procesowany): Nagranko YT No i teraz mam paraliż decyzyjny. Czy warto się umawiać na spotkanie z właścicielem w celu obejrzenia, puknięcia parę razy w struny, zważywszy, że jakieś 100km do niego mam? Czy w tej, przyznajmy to, atrakcyjnej cenie jestem w stanie kupić przyzwoity instrument o podobnych parametrach? Chciałem mieć instrument najpóźniej wczesną zimą i wiem, że nie wyrobię się z zebraniem kasy i czasem oczekiwania na zabawkę u lutnika, chociaż tam zrobię sobie coś pewnie sporo lepszego. Założenia dla lutnika były mniej więcej takie: to co niewymienne, czyli drewno itp. bez kompromisów, elementy wymienne (elektronika, klucze itp.) przyzwoite, bez szaleństw, z góry zaplanowane na ewentualny upgrade. Niestety przy takich założeniach instrument wyniósł by mnie minimum dwukrotność tej ceny u lutnika, którego znalazłem. Jeżeli macie jakieś rady po zapoznaniu się z moim zeznaniem, to będę bardzo wdzięczny.

Załączniki

Ocena Społeczności :


Ocena: ☆ 5.0 Głosujących: 3

Jak Ty oceniasz wpis?

Wiesz po co są te ikonki?

Wpisy są prywatnymi opiniami poszczególnych autorów.

Komentarzy: 12

  1. @Piniu: Czy warto się umawiać na spotkanie z właścicielem w celu obejrzenia, puknięcia parę razy w struny, zważywszy, że jakieś 100km do niego mam?




    Sądzę, że warto. Jeśli jesteś w stanie na podstawie oględzin jakość
    tego instrumentu to możesz tylko zyskać. Santanderów nie znam, więc ani ich
    nie krytykuję, ani nie chwalę, ale w tym budżecie możesz nie mieć innych
    opcji.
  2. No właśnie tak sobie pomyślałem, że ten instrument, jeżeli nie jest
    jakoś szczególnie zły, może się okazać dobrym kompromisem. Budując u
    lutnika za dwa razy tyle lub więcej otrzymam wprawdzie instrument lepszy, ale
    znacznie później - kilka miesięcy minimum - a wolałbym już w tym czasie
    grać i przekonać się, czy faktycznie będę na tyle poważnie to traktował
    na dłuższą metę, żeby podjąć się kolejnych inwestycji. Kupując
    instrument tańszy mogę szybciej zakupić jakiś piec, efekty... no i
    startuję pół roku wcześniej. Po jakimś czasie i tak się instrument
    wymienia, więc możliwe, że jeżeli to gra lepiej niż kawałek kartonu z
    przypiętymi sznurkami, ma równy gryf, to jako instrument "szkolny" dla mnie
    będzie zupełnie wystarczający na np. pierwszy rok gry, kiedy to sam siebie
    sprawdzę i uświadomię sobie swoje ewentualne szczególne potrzeby, które
    już bardziej świadomie zmaterializuję u lutnika.
  3. Ile osób tyle opinii, więc poczekaj na wypowiedzi jeszcze kilku (nieraz o
    wiele bardziej doświadczonych ode mnie) forumowiczów.

    Nie mnie ja się zgadzam z Twoim podejściem.
  4. Nie kupuj, choćby z tego prostego powodu, że sprzedawca trochę kłamie. Ma
    kradzione zdjęcia, te 3k za nowy wydaje mi się być niezłym nadużyciem, bo
    siedmiostrunowe basy bliźniaczej marki (to ta sama masówka, tylko z inną
    nazwą) kosztują znacznie mniej.

    EDIT: a tu jakaś stara aukcja
    www.ebay.de/itm/7-Saiter-Edel-E-Bass-aktiv-Neck-through-42mm-Esche-/270653086629?pt=Gitarren&hash=item3f042e5ba5


    430€ ≈ 1850.
  5. To, że sprzedawca przynajmniej trochę koloruje rzeczywistość sam
    zauważyłem, poza opisem jestem po wstępnym kontakcie przez serwis
    sprzedażowy, ale wytoczyłeś dosyć mocny negatywny argument studzący mój
    zapał do tracenia popołudnia na wycieczkę. Pozostaje odpowiedzieć sobie na
    pytanie, czy mimo wszystko nie jest warto obejrzeć to dzieło
    chińsko/niemieckiego lutnictwa mając w zanadrzu mocny argument z ceną nowego
    jako podstawę do negocjacji ceny w dół do powiedzmy poziomu 1300 lub
    wyciągnięcia w cenie gratisów (kable, kostki, pokrowiec/futerał, itp.).
  6. Negocjuj cenę, bo moim zdaniem jesteś "wyjątkowym przypadkiem", który
    prędko się temu sprzedawcy nie trafi:

    - masz świadomość niskiej klasy instrumentu, a mimo to rozważasz jego
    zakup,

    - jak ktoś szuka taniego instrumentu na początek, to nie szarpnie się na
    7-kę bo raczej nie ogarnie,

    - jak ktoś już gra trochę i szuka 5-ki czy 6-ki (lub więcej), to celuje w
    lepsze wiosła.

    Nie wiem ile to wiosło już wisi, ale moim zdaniem prędko się nie sprzeda
    jeśli go nie kupisz - moim zdaniem sprzedający powinien mieć tego
    świadomość. A jeśli nie ma, to mu to uświadom w negocjacjach;)
  7. Nie ulegaj iluzji, to że przedstawiciel na Polskę pisał kiedyś, że są
    sprawdzane i regulowane w Niemczech - nie ma głupich, takie coś podnosiłoby
    bezsensownie ich cenę, więc sądzę, że to był co najwyżej setup mający
    na celu zapewnienie grywalności po wyciągnięciu z kontenera z Chin. Nie ma
    to więc nic wspólnego z niemieckim lutnictwem, z chińskim raczej też nie -
    raczej z chińskim stolarstwem.
  8. Przypomniało mi się, że raz pytałem o stronę producenta, nie wspominając
    o tym, że tej nie znajdzie się za chiny (chiny, hehe) w google - rzekomo
    polskiego dystrybutora na allegro, zero odpowiedzi - dwukrotnie.
  9. Obawiam się, że wynalazek firmy Brice który sprzedaje kumpel za 700, tego
    Santandera skasuje.

    www.youtube.com/watch?v=VkpaqY_ZVW0

    www.youtube.com/watch?v=GhZ75pTcNiE
  10. Wiem, że powoli robi się offtop i właściwie temat zasługuje na
    zakończenie a kontynuować powinienem w nowym, ale...

    Muszę się przyznać, że dosyć skutecznie ściągacie mnie w stronę
    pierwotnego planu, czyli lutnika. Jakieś opinie na temat współpracy z Panem
    Aleksandrem Paterem z dolnośląskiego? Gdzieś tutaj widziałem bas fretless z
    hollow body, przetwornikami elektromagnetycznymi i dodatkowo wzbogacony o
    piezo, ale to już była nieco wyższa półka. Wierzę, że będzie potrafił
    mi zbudować i za te 3k porządny instrument, ale czy będzie dobrym doradcą,
    który mi wytłumaczy, dlaczego powinienem wybrać takie a nie inne drewno,
    elektronikę, jaki wpływ na brzmienie itp. będzie miał wybór konkretnych
    rozwiązań, w skrócie, czy będzie dobrym i cierpliwym doradcą dla
    człowieka z niezbyt okrzepniętą wizją i nikłą wiedzą nie wciskając mu
    jednocześnie kitu w stylu doradców kredytowych?
  11. Nie wiem jak z Paterem, z różnymi lutnikami różnie bywa. Najlepiej
    osobiście pogadać, nikt Ci w mordę nie da za to, że napiszesz maila /
    zadzwonisz, żeby rozwiać swoje wątpliwości.
  12. Skończyło się na zakupie czterostrunowego Corta B4, który jest nawet
    całkiem przyzwoity jak na 900 stówek (używka), a po sześciostrunowego
    bezprogowca do lutnika wybiorę się za jakiś czas :-)
Napisz odpowiedź