Budowa gitary, szerokość pasma, miks – dywagacje, wnioski

Artykuł omawia związki pomiędzy budową gitary basowej, szerokością jej pasma oraz wpływem na miks. Porusza temat preferencji basistów w kwestii instrumentów, porównując różne techniki i budowy basów - od drogich lutniczych modeli po proste Precision Bass'y, ich wpływ na jakość brzmienia i umieszczenie w miksie.

Czołem.

Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad tym kilkoma połączonymi kwestiami,
nierozerwalnymi w żaden sposób i mającymi na siebie wzajemny wpływ – nie
wiem aż od którego aspektu zacząć. Również do napisania tego wywodu
zachęcił mnie niedawny wątek o basach Warwicka.

Mianowicie: budowa gitary basowej. Przyjmuje się, że im lepsze drewno oraz
mocniejsze fizyczne dopasowanie do siebie elementów (stąd czyszczenie
kieszeni gryfu czy ciężkie mostki), tym lepiej. Tyle, że mamy tutaj trzy
drogi.

Pierwsza zakłada basy najdroższe z możliwych – sklejane z dziesiątków
cienkich pasków gryfy NTB, jak i korpusy. Drewno najczęściej egzotycznie,
choć nie zawsze. Wygląda fajnie, kosztuje sporo i wydaje się, że dobre
drewno różnych gatunków powinno dać bardzo pełne brzmienie.

Druga opcja jest, powiedzmy, pośrednia: zakłada gryf NTB i korpus, jedno z
nich sklejone z wielu fragmentów, drugie nie. Często jest to budżetowa
konieczność dla fanów opcji pierwszej. Często jakiś fancy kształt.

Trzecia opcja to konstrukcja klasyczna, powiedzmy taki Precision. Skręcone dwa
kawałki dechy. Ok, dobrej jakości dechy, ale jednak robiąc bas u lutnika
budowa typu Precision jest ostatnią rzeczą o której myślimy. No bo chcemy
iść w jakość, więc bierzemy „kanapkę NTB”, czyli opcję nr 1.

I teraz tak: opcja nr 1 jest przeważnie faktycznie bardziej dopieszczona i
pozwala wybrzmiewać pełniejszym pasmem. Super! Czy na pewno?

Kiedyś na wykładzie dotyczącym nagrywania instrumentów w studio prowadzący
powiedział, że do studia przynosimy tylko Fendera P-basa, Fendera J-basa,
ewentualnie Music Mana. Inne basy mogą być, ale będziemy się starali
uzyskać brzmienie wyżej wymienionych. Do tego tylko Ampeg lub SWR (jak
wyżej).

Wyśmiałem oczywiście tego pana. No bo przecież mamy moich ulubionych
basistów, Lesa Claypoola z Carlem Thompsonem, Fieldy’ego z Ibanezem. Co do
wzmacniaczy: Flea gra na Gallienach, Fieldy bodajże na Mesa Boogie. Fakt,
całe mnóstwo basistów gra na Precisionach, Jazzach zasilanych Ampegiem 8×10,
ale po prostu zawsze wydawali mi się niesamowicie nudni i bez własnego stylu
– żeby z dziesiątek hi-endowych firm wybierać tylko te dwie i z tysięcy
modeli sprzętu wybierać tylko te co wszyscy?

Dlaczego są więc tak popularne, pomimo prostej budowy? Muszą mieć
„biedniejsze” pasmo niż niesamowite lutnicze składaki, nie ma innej
możliwości.

Kolejną kwestią są realizatorzy dźwięku. Zawsze, kiedy taka osoba pogrywa
sobie również na basie, posiada Precision Bassa. Hm, przystosowanie się do
trendu? Dlaczego nie sprawi sobie czegoś bardziej wypasionego?

Natknąłem się na artykuł, który pokrywa się (choć nie wprost) z moimi
wnioskami wysnutymi po wielomiesięcznej zabawie z tworzeniem muzyki
elektronicznej we Fruity Loops, jak i z licznymi próbami ustawiania brzmienia
w zespole:
www.zakamarkiaudio.pl/2012/03/jak-uzyskac-klarowny-i-potezny-dol-w-miksie.html

Jakie więc są te wnioski?

1. Zbyt duża korekcja z pomocą EQ, zwłaszcza podbicie jednego przedziału
częstotliwości albo wycięcie wszystkiego oprócz jednego przedziału
sprawia, że dźwięk basu jest niesamowicie buczący i nienaturalny.

2. Wszystkie ścieżki muszą być ułożone obok siebie, to jest mieć swoją
najbardziej słyszalną częstotliwość w danym przedziale, w którym inne
instrumenty mogą się pojawiać, ale nie dominować. To założenie jest niby
łatwo osiągnąć, ale dzięki technice, którą w punkcie pierwszym
uznaliśmy za złą.

3. W każdym przypadku dobrze pozbywać się częstotliwości poniżej 20 Hz z
pomocą high pass filtra. Czasem warto też pozbyć się tych trochę
wyższych, żeby zostawić miejsce stopie. Jeśli chcemy mieć po prostu basowy
bas, można też uciąć górę. No ale hola, punkt pierwszy.

Tutaj warto zacytować pewne zdanie z podlinkowanego artykułu:

„(…) zastosowanie kompresora z funkcją kluczowania. Zapinamy kompresor z
funkcją side-chain na bas, a jako źródło do kompresji, wysyłamy kopię
sygnału ze stopy.”

Genialne! Teraz cytat z komentarzy:

„ja czasem opóźniam bas o klika ms w miejsca gdzie uderza razem ze stopą,
wtedy ładnie się oddzielają”

Ciekawa technika, choć w przypadku nagrywania człowieka czasem ciężko jest
o taką precyzję.

Kolejną świetną rzeczą może być wspomniane w artykule generowanie
składowych harmonicznych i przycięcie niskich częstotliwości – dzięki temu
brzmienie jest lepiej słyszalne na słabych głośnikach, jednocześnie
ciągle basowe, przy czym można zrobić miejsce dla stopy.

Ale zaczęliśmy od budowy gitar. Wydaje się, że jeśli mamy super bas z
szerokim pasmem, to w studiu nie powinniśmy mieć problemów. Może się
okazać, że będzie odwrotnie – nieumiejętnie zmodyfikowana ścieżka basu
może się okazać bardzo nienaturalna, a ostatecznie przykryta perkusją i
gitarami.

Inaczej jest z przytoczonym już P-basem. Trafia w akuratny przedział pasma i
w nic więcej. Nie potrzebuje dodatkowych modyfikacji, przez co brzmi bardzo
naturalnie. Ale oczywiście coś kosztem czegoś – strasznie nudny instrument.
Wychodząc na scenę z Preclem i Ampegiem jesteś kolejnym z milionów
basistów o tym samym brzmieni.

Ale przecież niektórym udało się stworzyć swoje własne brzmienie! Kupili
wypasiony lutniczy bas, cały zestaw efektów i modyfikatorów brzmienia, aby
stworzyć coś innego niż nudny P-bas. Tak, zgadza się, aaale można
powiedzieć, że większości jednak się nie udaje i kończą z równie
nudnym, choć nie fajnym w najmniejszym stopniu brzmieniem. Albo fajnym, ale
nie siedzącym w miksie.

A właśnie, wróćmy do miksu. Nie należy zapominać, że ogromny wpływ na
brzmienie w miksie odgrywają inne ścieżki. Jak myślicie, dlaczego Claypool
zawsze gra z gitarzystami, którzy siedzą w dość wąskim, wysokim paśmie?
(tam gdzie ich miejsce 😉

Ostateczna konkluzja: jak to się dzieje, że P-basy brzmią akurat tak? Jest
cała masa lepszych i gorszych podróbek, jest cała masa oryginalnych modeli
(które wszystkie wyglądają tak samo nudno i beznadziejnie), ale jednak nie
wszystkim udaje się osiągnąć „TO” brzmienie, pomimo takiej samej
konstrukcji. Jest też cała masa basów o równie prostej konstrukcji, ale np.
innym kształcie, o brzmieniu zupełnie nie siedzącym w miksie jak Precel.

Jak oni to robią?

Jak to skopiować i przenieść do ładniejszych basów?

Dlaczego podobnie proste konstrukcje tego nie mają?

Dlaczego akurat pasmo tej konstrukcji jest takie fajne, a nie pasmo dowolnego
naprędce skręconego z dwóch kawałków drewna basu?

—————————————————–

Liczę na fajną dyskusję nt. produkcji dźwięku, budowy gitar itp., z
kłótniami i obrażaniem kogokolwiek trzymać się z daleka 😉

—————————————————–

Nie mogłem tego przypisać do żadnego konkretnego działu, więc wrzuciłem
tutaj.

Jakie aspekty budowy gitary basowej wpływają na brzmienie?
Czy im lepsze drewno i mocniejsze dopasowanie elementów, tym lepsze brzmienie?
Jakie korzyści i wady ma opcja składania gitary basowej z wielu fragmentów?
Czy gitary basowe składane z dziesiątek pasków gryfu i korpusów mają pełniejsze brzmienie?
Dlaczego Precision Bass i Jazz Bass są tak popularne, mimo prostej budowy?
Czy popularność Fendera i Ampega wśród basistów wynika z braku własnego stylu?
Jak eq i high pass filtry wpływają na brzmienie basu i jego ustawienie w miksie?
Jak funkcja side chain w kompresorze i opóźnienie basu w stosunku do stopy pomagają uzyskać klarowny dół w miksie?
Jak realizatorzy dźwięku wpływają na wybór gitary basowej przez basistów?
Jakie wnioski można wysnuć na podstawie wielomiesięcznej zabawy z tworzeniem muzyki elektronicznej i próbami ustawiania brzmienia w zespole?

Podziel się swoją opinią
J and D JD110
J and D JD110
Artykuły: 6

12 komentarzy

  1. Srsly, any1?

    Wiem, że napisałem długi wywód i może w niektórych miejscach ciężko
    nadążyć za móją logiką, albo może w którymś miejscu moja logika mnie
    zawiodła i napisałem coś nieprawdziwego, ale tak czy owak ciekawi mnie Wasze
    podejście do tematu i Wasze zdanie.

  2. Miałem odpisywać w tym wątku, ale zauważyłem go w pracy i zapomniałem.
    Teraz znowu podbijasz, jak jestem w pracy. ;D

    Weź wpadnij na IRCa wieczorem (~21) i przypomnij, to postaram się odnieść.

  3. To jest tak: jak masz do przewiezienia pół tony ziemniaków, to Ducato,
    Jumper, Żuk czy Lublin nadają się do tego znakomicie. Wrzucasz i jedziesz.
    Bez kombinowania.

    Lamborghini jest o niebo lepszym samochodem od Żuka, jednak żeby nadawało
    się do przewiezienia 500kg ziemniaków musisz się nieźle nakombinować.

    Robota większości basistów jest równie finezyjna, co wiezienie 500kg
    ziemniaków – i nie ma co tu się obruszać. Na całym tym forum jest może z
    3-4 basistów, którzy potrafią zagrać z finezją równą prowadzeniu
    Lamborghini. Do tej grupy nie należę ani ja, ani – z całym szacunkiem – Ty
    J&D.

    Taką robotę robi np. Żaczek, Ścierański (który też lubi i używa Jazz
    Bassa), Claypool, Wooten itp. itd.

    Dlatego lepszą robotę w studiu zazwyczaj robią klasyczne konstrukcje, czyli
    jesionowa lub olchowa decha sklejona z 2-3 kawałków, klonowy gryf z ew.
    palisandrową nakładką.

    Dochodzi do tego jeszcze przyzwyczajenie ucha słuchacza.

    Od 50 lat Precision i Jazz Bass to industry standard w każdym gatunku muzyki,
    mamy do tego przyzwyczajone ucho – jak do stroju równomiernie temperowanego
    (interwał o wysokości ćwierci tonu dla europejczyka nie brzmi), czy tego że
    akordy grane zarówno na pianinie/fortepianie jak i gitarze (i basie)
    zwyczajnie nie stroją – i nie mają prawa stroić.

    Swoją drogą Flea przez długi czas grał na Stingrayach – przerzucił się na
    Modulusa, bo MM nie chciał mu zrobić sygnatury. Całkiem niedawno (nie wiem
    jak teraz, nie śledzę) grał właśnie na Jazz Bassie z Ampegiem, bo
    pokończyły mu się umowy z Modulusem i GK.

    Moim zdaniem żaden bas, żaden efekt, żaden piec nie da Ci oryginalnego,
    niepowtarzalnego i tego :jedynego: brzmienia, dopóki nie zaczniesz grać
    oryginalnie i niepowtarzalnie.

    Poszukiwanie oryginalności w samym sprzęcie lub „na siłę” to najprostsza
    droga do grania jak „wszyscy inni” – bo zamiast skoncentrować się na
    wydawaniu ciekawych dźwięków, gra się po prostu nudne i prostackie rzeczy,
    tyle że na dziwacznym sprzęcie 😛

  4. @J and D JD110: Srsly, any1?

    Wiem, że napisałem długi wywód i może w niektórych miejscach ciężko nadążyć za móją logiką, albo może w którymś miejscu moja logika mnie zawiodła i napisałem coś nieprawdziwego, ale tak czy owak ciekawi mnie Wasze podejście do tematu i Wasze zdanie.

    A bo Twój wywód właśnie niespójny jest i tyle, w jednym momencie piszesz
    coś o NTB, w drugim o wyrównanym pasmie, w trzecim wracasz do wątku
    P-basów… 😉

    Ale cóż spróbuję Ci parę rzeczy wyklarować… 😀

    @J and D JD110: Czołem.Mianowicie: budowa gitary basowej. Przyjmuje się, że im lepsze drewno oraz mocniejsze fizyczne dopasowanie do siebie elementów (stąd czyszczenie kieszeni gryfu czy ciężkie mostki), tym lepiej.

    Po pierwsze powinieneś zdefiniować znaczenie słowa „lepiej”, bo dla każdego
    będzie to „lepiej” inne. Dobre spasowanie elementów gitary poprawia jej
    rezonowanie – jeżeli między gryfem a korpusem nie będzie żadnych magicznych
    podkładek, czy choćby lakieru bas będzie rezonował sprawniej, miał więcej
    alikwotów, zwłaszcza w niższych rejestrach.

    @J and D JD110:
    Tyle, że mamy tutaj trzy drogi

    Pierwsza zakłada basy najdroższe z możliwych – sklejane z dziesiątków cienkich pasków gryfy NTB, jak i korpusy. Drewno najczęściej egzotycznie, choć nie zawsze. Wygląda fajnie, kosztuje sporo i wydaje się, że dobre drewno różnych gatunków powinno dać bardzo pełne brzmienie.

    Druga opcja jest, powiedzmy, pośrednia: zakłada gryf NTB i korpus, jedno z nich sklejone z wielu fragmentów, drugie nie. Często jest to budżetowa konieczność dla fanów opcji pierwszej. Często jakiś fancy kształt.

    Trzecia opcja to konstrukcja klasyczna, powiedzmy taki Precision. Skręcone dwa kawałki dechy. Ok, dobrej jakości dechy, ale jednak robiąc bas u lutnika budowa typu Precision jest ostatnią rzeczą o której myślimy. No bo chcemy iść w jakość, więc bierzemy „kanapkę NTB”, czyli opcję nr 1.

    Nie, nie mamy tu „trzech dróg”. Nawet jeżeli założymy tylko rodzaj
    konstrukcji gryfu, to możemy go wklejać nie w całości, a tylko częściowo,
    przykręcać, użyć jednego kawałka drewna, a nie sklejanego z kilku
    kawałków, z naklejana podstrunnicą, z progami nabitymi bezpośrednio na gryf
    etc. etc.

    @J and D JD110:
    I teraz tak: opcja nr 1 jest przeważnie faktycznie bardziej dopieszczona i pozwala wybrzmiewać pełniejszym pasmem. Super! Czy na pewno?

    Bzdura. To tak jakby napisać, że drink złożony z 20 składników będzie
    smaczniejszy od trzyskładnikowego.

    @J and D JD110:
    Kiedyś na wykładzie dotyczącym nagrywania instrumentów w studio prowadzący powiedział, że do studia przynosimy tylko Fendera P-basa, Fendera J-basa, ewentualnie Music Mana. Inne basy mogą być, ale będziemy się starali uzyskać brzmienie wyżej wymienionych. Do tego tylko Ampeg lub SWR (jak wyżej). Wyśmiałem oczywiście tego pana. No bo przecież mamy moich ulubionych basistów, Lesa Claypoola z Carlem Thompsonem, Fieldyego z Ibanezem. Co do wzmacniaczy: Flea gra na Gallienach, Fieldy bodajże na Mesa Boogie. Fakt, całe mnóstwo basistów gra na Precisionach, Jazzach zasilanych Ampegiem 8×10, ale po prostu zawsze wydawali mi się niesamowicie nudni i bez własnego stylu – żeby z dziesiątek hi-endowych firm wybierać tylko te dwie i z tysięcy modeli sprzętu wybierać tylko te co wszyscy?

    Miał sporo racji, więc nie trzeba było się z niego śmiać. Jeżeli nie
    jesteś ZAJEBIŚCIE świadomym basistą, który wie czego chce od brzmienia, a
    basista, , który wchodzi do studia nagrać płytę wyprodukowana przez
    realizatora, który w danym studio siedzi, to 95% miksów będzie się
    sprowadzało do uzyskania takiego właśnie brzmienia. Dlaczego? Bo tak! 😉 Bo
    tego słuchamy od 60 przeszło lat, bo do tego jesteśmy przyzwyczajeni, bo tak
    nagraną płytę/demo nikt nie wyśmieje, że brzmi źle, czyli nie tak jak
    jesteśmy przyzwyczajeni.

    To trochę tak jak z językiem. Jadąc, powiedzmy, na Węgry, język wyda Ci
    dziwny, bo jesteś kompletnie nieosłuchany z jego brzmieniem. Może Ci się
    spodoba, może uznasz go za „chorobę gardła, a nie język”. Analogicznie z
    brzmieniem instrumentu – jeżeli nie jest wyprodukowane zgodnie z tym czego
    znasz, może Ci się nie spodobać, może spodobać, a to jest ryzyko, którego
    profesjonalny realizator dźwięku nie podejmie.

    @J and D JD110:
    Dlaczego są więc tak popularne, pomimo prostej budowy? Muszą mieć „biedniejsze” pasmo niż niesamowite lutnicze składaki, nie ma innej możliwości.

    Bo nie dążymy do zajęcia całego pasma przez wszystkie instrumenty, o czym
    napisałeś dalej.

    @J and D JD110:
    Kolejną kwestią są realizatorzy dźwięku. Zawsze, kiedy taka osoba pogrywa sobie również na basie, posiada Precision Bassa. Hm, przystosowanie się do trendu? Dlaczego nie sprawi sobie czegoś bardziej wypasionego?

    Myślę, że już to wyjaśniłem powyżej. Poza tym, pierdyliard drewna na
    korpusie/gryfie i potencjometry z wenge nie świadczą o jakości
    czegokolwiek.

    @J and D JD110:
    Natknąłem się na artykuł, który pokrywa się (choć nie wprost) z moimi wnioskami wysnutymi po wielomiesięcznej zabawie z tworzeniem muzyki elektronicznej we Fruity Loops, jak i z licznymi próbami ustawiania brzmienia w zespole:
    http://www.zakamarkiaudio.pl/2012/03/jak-uzyskac-klarowny-i-potezny-dol-w-miksie.html

    W ogóle chciałbym zauważyć, że zakamarkiaudio.pl nie są jakoś super
    profesjonalną stroną i w wielu artykułach pojawiają się nieścisłości,
    czy merytoryczne błędy, niestety… 😉 Nie chce mi się czytać całego tego
    artykułu.

    @J and D JD110:
    Jakie więc są te wnioski?

    1. Zbyt duża korekcja z pomocą EQ, zwłaszcza podbicie jednego przedziału częstotliwości albo wycięcie wszystkiego oprócz jednego przedziału sprawia, że dźwięk basu jest niesamowicie buczący i nienaturalny.

    2. Wszystkie ścieżki muszą być ułożone obok siebie, to jest mieć swoją najbardziej słyszalną częstotliwość w danym przedziale, w którym inne instrumenty mogą się pojawiać, ale nie dominować. To założenie jest niby łatwo osiągnąć, ale dzięki technice, którą w punkcie pierwszym uznaliśmy za złą.

    3. W każdym przypadku dobrze pozbywać się częstotliwości poniżej 20 Hz z pomocą high pass filtra. Czasem warto też pozbyć się tych trochę wyższych, żeby zostawić miejsce stopie. Jeśli chcemy mieć po prostu basowy bas, można też uciąć górę. No ale hola, punkt pierwszy.

    Punkt pierwszy nie kłóci się z punktem trzecim ani trochę.

    Odcinanie na 20 Hz ma na celu m.in. „odciążenie” głośników z pasma,
    którym nie gra bas, a które wprowadza szumy i zamula brzmienie. Poza tym
    zakres słyszalności ludzkiego ucha na 20 Hz się kończy, więc wszystko
    poniżej będzie tylko dudnieniem i uderzeniem powietrza na klatę, które (o
    ile w ogóle chcemy uzyskać) lepiej wyciągać ze stopy, co ma większy
    sens.

    Co do kręcenia EQ, musimy pamiętać czym właściwie jest wyrównane
    brzmienie? Otóż polecam poczytać o szumie różowym. Wszelkie miksy,
    masteringi idą w kierunku tego, by widmo utworu było jak najbardziej do niego
    zbliżone, czyli abyśmy osiągnęli spadek natężenia dźwięku 3dB ma
    oktawę.

    Co do brzmienia basu – jeżeli naturalnie nie ma jakiegoś pasma, nie
    wyciągniesz go magicznie korektorem, a zwiększysz tylko szumy i
    zniekształcisz właśnie brzmienie. Inna sprawa, że EQ powinno się
    odejmować, a nie dodawać…

    @J and D JD110:
    Tutaj warto zacytować pewne zdanie z podlinkowanego artykułu:
    „(…) zastosowanie kompresora z funkcją kluczowania. Zapinamy kompresor z funkcją side-chain na bas, a jako źródło do kompresji, wysyłamy kopię sygnału ze stopy.”

    Genialne!

    Całkiem normalny zabieg, stopa brzmi krótko, więc na ten czas przyciszamy
    bas, którego brzmienie pojawia się po stopie, ale jest w zasadzie słyszalne
    cały czas.

    @J and D JD110:
    Teraz cytat z komentarzy:
    „ja czasem opóźniam bas o klika ms w miejsca gdzie uderza razem ze stopą, wtedy ładnie się oddzielają”

    Ciekawa technika, choć w przypadku nagrywania człowieka czasem ciężko jest o taką precyzję.

    To świadczy o tym jacy ludzie pisują i czytają zakamarkiaudio.pl 😀

    @J and D JD110:
    Kolejną świetną rzeczą może być wspomniane w artykule generowanie składowych harmonicznych i przycięcie niskich częstotliwości – dzięki temu brzmienie jest lepiej słyszalne na słabych głośnikach, jednocześnie ciągle basowe, przy czym można zrobić miejsce dla stopy.

    To już duże ingerowanie w brzmienie, łatwo tu przesadzić z generatorami,
    zwłaszcza z podpinanniem pod stopę przesadnego dołu trigerowanego przez
    nią.

    @J and D JD110:
    Ale zaczęliśmy od budowy gitar.

    No, burdel straszny! 😀

    @J and D JD110:
    Wydaje się, że jeśli mamy super bas z szerokim pasmem, to w studiu nie powinniśmy mieć problemów. Może się okazać, że będzie odwrotnie – nieumiejętnie zmodyfikowana ścieżka basu może się okazać bardzo nienaturalna, a ostatecznie przykryta perkusją i gitarami.

    Nie do końca rozumiem o co Ci chodzi w tym zadaniu…

    @J and D JD110:
    Inaczej jest z przytoczonym już P-basem. Trafia w akuratny przedział pasma i w nic więcej. Nie potrzebuje dodatkowych modyfikacji, przez co brzmi bardzo naturalnie. Ale oczywiście coś kosztem czegoś – strasznie nudny instrument. Wychodząc na scenę z Preclem i Ampegiem jesteś kolejnym z milionów basistów o tym samym brzmieni.

    Ale nikt nie powie, że brzmisz ch*jowo… 😉

    Pisałem już o tym – jeżeli nie chcesz brzmieć jak milion basistow na preclu
    i Ampegu, reszta zespołu też nie będzie mogła brzmieć „normalnie”.
    Zaczniesz kombinować, będzie problem z wklejeniem się w resztę zespołu.
    Są zestawiania, które się po prostu sprawdzają i tyle. Chcesz mieć
    oryginalne brzmienie – kombinuj, może się komuś spodoba.

    @J and D JD110:
    Ale przecież niektórym udało się stworzyć swoje własne brzmienie! Kupili wypasiony lutniczy bas, cały zestaw efektów i modyfikatorów brzmienia, aby stworzyć coś innego niż nudny P-bas. Tak, zgadza się, aaale można powiedzieć, że większości jednak się nie udaje i kończą z równie nudnym, choć nie fajnym w najmniejszym stopniu brzmieniem. Albo fajnym, ale nie siedzącym w miksie.

    A właśnie, wróćmy do miksu. Nie należy zapominać, że ogromny wpływ na brzmienie w miksie odgrywają inne ścieżki. Jak myślicie, dlaczego Claypool zawsze gra z gitarzystami, którzy siedzą w dość wąskim, wysokim paśmie? (tam gdzie ich miejsce 😉

    Gusta, proszę Pana, gusta. Gitary mogą brzmieć nisko, a bas fajnie,
    jednocześnie, zapatrzyłeś się na Claypoola i go uczepiłeś, a w sumie nie
    gra jakimś super-duper oryginalnym brzmieniem.

    Mieliśmy małą dyskusję na Graj(mi)dole na ten temat, trzeba było być.
    😀

    Charakterystyczne brzmienie to Marcus Miller czy Jaco Pastorius. Zagram trzy
    dźwięki i powiesz – „brzmi jak ……”. Z Claypoolem już tak nie będzie,
    obiecuję, mimo, że jakieś tam „swoje” brzmienie ma. 🙂

    @J and D JD110:
    Ostateczna konkluzja: jak to się dzieje, że P-basy brzmią akurat tak? Jest cała masa lepszych i gorszych podróbek, jest cała masa oryginalnych modeli (które wszystkie wyglądają tak samo nudno i beznadziejnie), ale jednak nie wszystkim udaje się osiągnąć „TO” brzmienie, pomimo takiej samej konstrukcji. Jest też cała masa basów o równie prostej konstrukcji, ale np. innym kształcie, o brzmieniu zupełnie nie siedzącym w miksie jak Precel.

    Jak oni to robią?

    Jak to skopiować i przenieść do ładniejszych basów?

    Dlaczego podobnie proste konstrukcje tego nie mają?

    Dlaczego akurat pasmo tej konstrukcji jest takie fajne, a nie pasmo dowolnego naprędce skręconego z dwóch kawałków drewna basu?

    A te pytania, są już tak głupie i ogólnikowe, że na nie w sumie nie
    odpiszę. 😀

    Jeżeli nie rozumiesz, że na finalne brzmienie ma wpływ WSZYSTKO, nie tylko
    drewno i kształt korpusu, ale i legendarna płytka, kable instrumentalne, czy
    rozmiar i materiał z którego są zrobione progi, a przede wszystkim place i
    głowa grającego, to będzie Ci ciężko przez temat przebrnąć i będziesz
    próbował osiągnąć brzmienie jednoczęściowego klonowego gryfu z
    bezpośrednio nabitymi progami w egzotycznym fretlesie z hebanową
    podstrunnicą i grafitową przekładką.

    Specjalnie przesadziłem z przykładem. 😉

    Na zakończenie – ja dla kontrastu do Kaprala piszę z pracy. 😀

  5. Co do cena/brzmienie – na tegorocznym Grajmidole był pierdylion wioseł –
    Fenderów, Srerów, a największe wrażenie, nie tylko na mnie, zrobił Ibanez
    ATK za 1800zł.

    Życie… 😉

    EDYTA:

    @J and D JD110:
    edit: Claypool ma coś swojego w brzmieniu, niezależnie czy gra na normalnym basie, dobro basie czy czymkolwiek. No i bardzo lubię to co gra. Większości klasyków basowego brzmienia czy wymiatania nie mogę strawić, więc mam gdzieś ich brzmienie. Taka moja ignorancja spowodowana ich nie bujającą grą 😉

    Nie mówię, że LC nie ma swojego brzmienia – ma, ale nie jest ono na tyle
    charakterystyczne, żeby je od razu rozpoznać i podrobić w jasny sposób.
    Inna sprawa, że bardziej niż brzmienie Lesa wyróżnia technika i sposób gry
    jak i stosowane harmonie. 😉

  6. @Kapral: Nie mam zbyt wiele czasu, żeby siedzieć na ircu, a i lepiej mi się
    pisze na forum niż w czasie rzeczywistym, kiedy trzeba się spieszyć z
    odpowiedzią 🙂

    @Mazdah: Bardzo fajne porównanie z tymi samochodami. Widzę ostatnio grając w
    „bardziej normalnym” zespole o „bardziej standardowym” brzmieniu, że gdy w
    grę wchodzą większe głośności, trzeba myśleć o ustawianiu brzmienia
    bardziej zadaniowo – ma się przebijać i ma być basowe. I poszczególne
    dźwięki muszą być rozróżnialne, bo na niektórych ustawieniach o to
    trudno 🙂

    Z gitarami jest jak z samochodami: kiedy trzeba się zdecydować na ten jeden
    model, który będzie nam towarzyszył, czyniąc wszystkie pozostałe
    niedostępnymi (no bo wydaliśmy na niego sporo kasy i teraz trzeba się
    opanować na kilka lat), podświadomie bardziej ciągnie nas do Lamborghini.
    Choćbyśmy mieli jeździć raz w miesiącu po zakupy, jeśli możemy sobie
    pozwolić na wypasiony samochód, ciągnie nas do niego, choć wystarczyłaby
    Corsa.

    @Zakwas: Widzę, że z wieloma (ze wszystkimi?) akapitami się nie zgodziłeś
    😛 Spoko. Po prostu te wszystkie kwestie zmieszały się w mojej głowie przy
    okazji dumania nad problemem „która gitara jest najlepsza (dla mnie)”. No bo
    często czytam na forum wywody nad „jakością” danego basu i o jego
    „brzmieniu”, które są „lepsze” niż jakość i brzmienie podobnego basu
    tańszego o 200zł. Ale czy można to w jakikolwiek sposób zdefiniować?

    Uczepiłem się akurat tych dwóch „mierników” jakości brzmienia, to
    jest:

    a) szerokości pasma, bo widziałem niedawno na youtubie filmik zachwalający
    jakiś bas, który miał mieć niesamowicie świetną konstrukcję
    zapewniającą pełne i szerokie brzmienie

    b) „siedzenia w miksie” z innymi instrumentami, bo akurat ostatnio musiałem
    przy tym trochę pokombinować.

    Za każdym razem kiedy wybieram się do sklepu muzycznego napalony na to, żeby
    w końcu kupić sobie jakiś pro sprzęt, wracam do swojego J&D – mojego
    Opla Corsy – który jest dla mnie wygodniejszy niż wszystko na czym dotąd
    grałem. (Ostatnio kiedy byłem w muzycznym, najwygodniejszym i najlepiej
    brzmiącym z dechy wiosłem w całym sklepie był dla mnie Epiphone Toby
    cośtam za 700zł, może to ze mną jest coś nie tak?)

    Jednocześnie mam taką dziką chęć kupienia sobie kompletnie mi nie
    potrzebnego, mega drogiego wiosła. Najlepiej 7 strun i z pierdyliarda pasków
    drewna. Może to z nudów? Może przez wchodzenie na basoofkę i czytanie tych
    wywodów na temat tego jak to z*ebiście wraz z ceną polepsza się zarówno
    „jakość” jak i „brzmienie”?

    I tak zastanawiam się patrząc na wszystko z różnych stron i próbując
    znaleźć racjonalne argumenty stojące za jakąkolwiek decyzją, ale jak
    dotąd nie mogę znaleźć.

    Wiem, że niespójne to wszystko jest, ale tak mi się to ułożyło w głowie.
    I czasem za bardzo uproszczone, ale nie sposób jest ogarnąć to wszystko
    naraz, a tym bardziej wyrazić za pomocą słów.

    edit: Claypool ma coś swojego w brzmieniu, niezależnie czy gra na normalnym
    basie, dobro basie czy czymkolwiek. No i bardzo lubię to co gra. Większości
    klasyków basowego brzmienia czy wymiatania nie mogę strawić, więc mam
    gdzieś ich brzmienie. Taka moja ignorancja spowodowana ich nie bujającą grą
    😉

  7. Posiadam kilka basów – aktywna szostka, rick, kramer alu, ale (sam nie wiem
    dlaczego) moim ulubionym jest Fender Precision 62 i drugim w kolejce Fender
    JazzBass 62. A inne wynalazki , które miałem w rekach typu Alembic, MM, inne
    egzotyki – moga dla mnie nie istniec…

  8. @paul: Posiadam kilka basów – aktywna szostka, rick, kramer alu, ale (sam nie wiem dlaczego) moim ulubionym jest Fender Precision 62 i drugim w kolejce Fender JazzBass 62. A inne wynalazki , które miałem w rekach typu Alembic, MM, inne egzotyki – moga dla mnie nie istniec…

    Sorry, ale taka opinia kogoś, kto ma Fendera w avatarze, może się niektórym
    wydawać niemiarodajna.

  9. jak ktoś pisze takie opinie o Alembicach to chyba ich w łapach nie trzymał

  10. @zakwas: Co do cena/brzmienie – na tegorocznym Grajmidole był pierdylion wioseł – Fenderów, Srerów, a największe wrażenie, nie tylko na mnie, zrobił Ibanez ATK za 1800zł.
    Życie… 😉

    A tak sobie bumpnę, że właśnie jedzie do mnie taki Ibanez.

Możliwość komentowania została wyłączona.