Modyfikacja czy też ratowanie basu – margines kwotowy

Witam, chciałbym się zorientować jaki waszym zdaniem jest maksymalny pułap
kwotowy jeśli chodzi o modyfikację czy też ratowanie basówki, np. w razie
(odpukać!) złamania gryfu… Ile bylibyście w stanie włożyć w bas o
wartości przedziałach do 1000,- czy też 2000,- PLN, czy kierowalibyście
się sentymentem czy kwestiami czysto materialnymi?

Stoję nad dość poważnym wyborem, odnośnie tej gorszej części, także
wszelkie opinie byłyby mile wskazane.

Załączniki

-

Jak Ty oceniasz wpis?

Wiesz po co są te ikonki?

Wpisy są prywatnymi opiniami poszczególnych autorów.

Komentarzy: 3

  1. W mojej skromnej ocenie tego nie można tak po prostu sklasyfikować. Ktoś,
    kto ma np. Flame CS, którego kupił za 800 raczej nie wyda 1000 na
    jego remont, a ktoś, komu popsuje się Rick czy - co gorsza - jakieś lutnicze
    wiosło za grubą kasę - będzie w stanie "odżałować" dużo więcej.
  2. Gdyby zepsuł się bas, który gra fantastycznie i tak, jak chcę, to choćbym
    miał odkładać kupę kasy i remont rozłożyć na rok, to bym nie żałował.
    Średni czy słaby bas rozdysponowałbym pewnie na części...
  3. A i od egzemplarza dużo zależy, za te same 1800 można kupić np bardzo
    udanego japońca który będzie basem na całe życie, a i jakiegoś
    nietrafionego meksykańca (na przykładzie Fenderów powiedzmy).
Napisz odpowiedź