Ćwiczenie po dłuuugiej przerwie

Po prawie 10 latach przerwy wziąłem w łapy bas, metronom, książkę Pana
Pluszcza i zacząłem od samego początku. Załamka. Pierwsze ćwiczenia w
tempie 55 i ledwie dawałem radę. To samo z rytmiką: co i rusz wypadałem z
rytmu. Tak mnie to zirytowało, że obniżyłem tempo do 50 i postanowiłem,
że nie pójdę spać, dopóki nie zagram lekcji od początku do końca bez
błędu. Udało się po 40 minutach (!).

Palce i ręka dziś bolą, ale za to jaka satysfakcja! No i sukces z
ukończenia lekcji mobilizuje mnie do dalszego działania – dziś muszę to
zagrać w tempie 60 😐

Załączniki

-

Jak Ty oceniasz wpis?

Wiesz po co są te ikonki?

Wpisy są prywatnymi opiniami poszczególnych autorów.

Komentarzy: 14

  1. :O

    Chopie dla mnie 50 bpm to tak wolne tempo, że nie umiem pod to grać! 60 to
    bardzo wolno (tak jak byś do zegarka grał), więc też granie do tego jest
    bardzo trudne - ja po 7 latach grania mam problemy z tak WOLNYMI tempami!
    Spróbuj pograć w tempie optymalnym/średnim - dla mnie to jest około 80
    -110bpm.

    Nie dziwię Ci się, że nie dawałeś rady, bo to było zbyt wolno aby wczuć
    się w rytm.
  2. Ibanezz... ale to co napisałeś świadczy tylko, że po 7 latach nie umiesz
    grać :P
  3. Skoro tak twierdzisz Mazdah - niech Ci będzie ;)

    Fakt co jak co, ale grać to ja nie potrafie :)
  4. Nie no kurde, za ostro to zabrzmiało.. ale bierz się chłopie, bo kurde grasz
    rzeczy, których ja nie zagram bo są dla mnie za szybkie i za skomplikowane
    ale skoro wykładasz się na tempach 50-60 to znaczy, że możesz grać
    naprawdę dużo lepiej niż grasz teraz. Słucham sobie teraz pulling teeth (
    na czysto ) i to naprawdę świetnie Ci idzie. Ja tak za cholerę nie zagram,
    brakuje mi szybkości.

    Wiadomo - pewne ćwiczenia mamy niejako "zakodowane" w odpowiednim tempie (
    pomimo że np nigdy wcześniej tego nie graliśmy ) ale ćwiczenie od
    najwolniejszych naprawdę procentuje. I skoro potrafisz zagrać coś w tempie
    160 a nie radzisz sobie przy graniu 3x wolniej to jest coś nie tak
    niezależnie jak dobrze byś nie grał tego w tempie 160 czy nawet 200.

    To jest tak:

    Mam kumpele, kiedyś świetnie śpiewała. Mocny, rockowy głos. Ciekawa barwa
    i spora dawka ekspresji. Śpiewała czysto, melodycznie i z jajem.. no ze
    świcą szukać drugiej takiej wokalistki.

    Niestety - na skutek nieprawidłowej pracy strun głosowych szybko je sobie
    zjechała i musiała przerwać swoją muzyczną przygodę. Znajomy podsumował
    tę historię tymi słowy:

    "czyli nie umiała śpiewać"

    ...
  5. Wiem o co Ci chodzi. Doskonale Cię rozumiem. Ale po prostu mam problemy z
    wolnymi tempami (poniżej 65bpm), co nie znaczy, że w takich tempach nie
    staram się grać i ćwiczyć... Jednak idzie mi to bardzo opornie i jest to
    dla mnie szczególnie trudne... Jak to kiedyś Pilich powiedział: "Jeśli
    potrafisz coś zagrać szybko, a nie potrafisz tego zagrać wolno - znaczy to
    tyle, że nie potrafisz zagrać tego wcale!" Święte słowa, no i prawdziwe.
    Idąc dalej wysuwa się wniosek, że nie potrafię grać! Więc uczę się..
    cały czas się uczę grać :)

    A nasz kolega Bibok po 10 latach od razu wziął się za
    masakrycznie wolne tempa, co uznałem za błąd. Powoli grać jest o wiele
    trudniej niźli szybko! i to chciałem wyrazić w pierwszzym poscie. Tak jak
    napisałem - najtrudniejsze są tempa wolne. Wiele osób twierdzi, że trzeba
    uczyć się danego paternu najpierw bardzo powoli i stopniowo przyśpieszać, a
    ja jestem innego zdania: najpierw średnie tempo a później ewentualnie bardzo
    wolne i stopniowo coraz szybsze aż do bardzo szybkich...

    Nie dziwie się, że ciężko mu było opanować dane ćwiczenie w tempie 55, a
    gdy później jeszcze obniżył tempo myśląc, że będzie mu łatwiej sam
    sobie skomplikował ćwiczenie... Zamiast zwiększyć tempo do 75 - od razu by
    zagrał to co ma zagrać, bo nie musiał by się wczuwać w rytm tylko rytm by
    był wyczuwalny bez problemu sam.

    eee.... to tyle... ide spać... eeee.... zaspany jestem :mrgreen:
  6. Zacząłem tak wolno, bo szybciej nie nadążałem machać paluchami :) Poza
    tym, poszedłem za radą p. Pluszcza i staram się robić ćwiczenia baaaardzo
    dokładnie, a przy tempie 60 się nie wyrabiałem. Na szczęście już na drugi
    dzień ćwiczeń widać progres i zabójcze tempo 75 osiągnąłem :).

    Tak na marginesie: ciekawe, czy szybkie pisanie na klawiaturze ma wpływ na
    granie ;)? W końcu to też pewna koordynacja palców z mózgiem itp.?
  7. ale z inną częścią mózgu (muzgó?)...

    z tym zaczynaniem ćwiczenia od wolnych temp chodzi o to, żeby mieć
    dokładną świadomość tego, co, jak i dlaczego grasz. Więc jeśli zagrasz
    coś szybko, a wolno już nie, to znaczy, że po prostu UDAJE ci się to
    zagrać w tym szybszym tempie, nie wiedząc do końca, co robią paluchi ;)

    i zaczynanie od takiego tempa jest o tyle mniej efektywne, że później
    zwalniając każde wolniejsze tempo jest mordęgą, bo musisz nauczyć się i -
    właśnie - grania w innym tempie, i tych wszystkich niuansów, których nie
    zauważasz grając szybciej. Jednym z nich jest np moment, w którym
    poszczególne dźwięki wygasają - równie ważny rytmicznie, jak ten w
    którym się one zaczynają. Przy każdej próbie zagrania poprawnie danego
    motywu w tempie wolniejszym niż poprzednio, jest to coraz trudniejsze. Zajmuje
    to całe mnóstwo czasu, bo za każdym razem trzeba skupiać się na wszystkich
    szczegółach naraz.

    Natomiast ćwicząc w sposób, za którym optujemy z Mazdahem, co prawda na
    początku jest ciężko, ale kiedy już uporamy się z niuansami w tempach
    rzędu 40-60 bpm, pózniejsze ćwiczenie coraz szybciej jest już tylko
    kwestią przestawiania co kilka minut metronomu i używania pamięci
    mięśniowej. No i od samego początku masz świadomość, jak to się gra -
    jak dokładnie artykułować każdy dźwięk, kiedy dokładnie go stłumić,
    jakie dokładnie grasz dźwięki na gryfie i jak się one mają do siebie.

    Reasumując - zajmuje to po prostu mniej czasu i daje lepsze, trwalsze efekty
    dla twojego muzykowania. W przeciwieństwie do tego drugiego sposobu, sprawia,
    że kolejne ćwiczenia też pójdą już łatwiej. To rzeczywiście może tak
    wyglądać, że skoro trudniej jest grać wolno, to dojdziemy do tego
    później, a na razie poćwiczymy łatwiejsze tempa... chodzi o to, że jeśli
    poćwiczysz wolno, to najpewniej okaże się, że i szybko potrafisz. A jeśli
    poćwiczysz łatwiejsze (czyli niesprawiające Ci problemu, czyli po co to
    ćwiczyć skoro umiesz?), to czas mija, łapy się męczą, struny zużywają,
    a ciągle zostają jeszcze te trudne do nauczenia...
  8. Such O Dolsky:

    Krótko mówiąc - obrałem dobrą drogę :) Na razie nie zamierzam z niej
    zbaczać :)
  9. Kurcze co cię tkneło żeby po 10 latach przerwy nagle wrócić do Basa :)
    kurcze aż ciężko uwierzyć, że bas aż tak długo był dla ciebie obojetny,
    ah te komputery :)

    ***Każdy krok niesie pokój***
  10. Boski:

    W pewnym momencie uznałem, że to jakiś fioł: siedzę w robocie przy kompie
    8-9 godzin, potem wracam do domu i znowu siadam do kompa. Ciągłe wczytywanie
    się w kod i pisanie go jest bardzo przyjemne, ale w końcu są też inne
    przyjemności :)

    Poza tym od jakiegoś już czasu próbowałem się zebrać, żeby wrócić do
    basu, ale ciągle coś mi stawało na przeszkodzie. Teraz jestem zdeterminowany
    (tak sądzę) :) Wbrew obawom nie wszystko zapomniałem. Jak przebrnę barierę
    techniczną, to pewnie poleci już z górki, a poza tym nadrabiam braki w
    teorii, za którą nigdy na poważnie się nie wziąłem.

    Ja do tych 10 lat podchodzę wedle maksymy: lepiej późno niż wcale :)
  11. Pewnie ze tak :) widocznie bas to taki instrument do ktorego się zawsze wraca
    :)a wsumie najlepiej to go nigdy nie zostawiac bo predzej czy puzniej
    stwierdzimy ze trzeba wrocic :), dla mnie to tak jak z pierwsza miloscia ,
    nigdy się o niej nie zapomina ... i przewaznie się do niej wraca ...

    ***Każdy krok niesie pokój***
  12. @Bibok: Boski:
    W pewnym momencie uznałem, że to jakiś fioł: siedzę w robocie przy kompie 8-9 godzin, potem wracam do domu i znowu siadam do kompa. Ciągłe wczytywanie się w kod i pisanie go jest bardzo przyjemne, ale w końcu są też inne przyjemności :)




    o cholera jakaś bratnia dusza - z tym że ja jestem na etapie jeszcze takim
    że siedze po 12 godzin dziennie przy kompie a bas się kurzy od 5 lat, ale
    też zaczynam mieć dość tego kodowania - poowiedz jak rzuciłeś :) :)
  13. Jak? Gwałtownie :) Inaczej chyba się nie da...
  14. To u mnie podzialalo to w druga strone ;) Tez siedzialem godzinami przy kompie
    , po czym stwierdzilem , ze pier(dziele) i zrobie, to co zawsze zrobić
    chciałem, bo nie można być do konca zycia warzywem ;) Czyt. wzialem się za bas
    =) Wiazalo się to z malymi przemeblowaniami w moim zyciu, ale maszyna ruszyla,
    kola się kreca i dobrze dziala ;)

    odi profanum vulgus et arceo
Napisz odpowiedź