tubas – łagodny…

Przeglądając swoje wpisy na blogu zauważyłem, że wyraźnie złagodniałem
z wiekiem. Zawsze lubiłem obserwować życie w jego zabawnych przejawach, ale
zwykle nie powstrzymywało mnie to przed złośliwymi komentarzami.

Jak mi się ktoś „podłożył” to mógł liczyć na móją natychmiastową
reakcję!

Najlepszą z Żon bardzo denerwowało także to, że kiedy wściekła na mnie,
nie przebierając w słowach dokonywała wnikliwej analizy mojej postawy,
przyjmowałem to z uciechą, zachęcając ją do swobodnej wypowiedzi i
podsuwając celniejsze sformułowania…

😀

Teraz staram się u ludzi doszukiwać pozytywnych cech, nawet kiedy wcale mi
tego nie ułatwiają.

To samo dotyczy muzyków i zespołów:

Albo tak podniósł się poziom debiutujących ekip, albo na tle ogólnego
zalewu głupoty, bełkotu medialnego i sieczki muzycznej puszczanej w różnych
„eskach”, nawet słabsze zespoły biorące się w naszym kraju za ambitniejszą
muzykę, wprawiają mnie w zachwyt samym swoim istnieniem.

W ogóle wstaję rano nastawiony do otoczenia pozytywnie – nawet jak mnie
rąbie kręgosłup.

Przeanalizowałem pod kątem tych zmian psychicznych swoje opinie o kilku
zespołach i muzykach, zamieszczone ostatnio na „basoofce” i doszedłem do
wniosku, że jednak są wystarczająco obiektywne. To są naprawdę dobre
zespoły i świetni wykonawcy!

Tu wrócę do wielokrotnie poruszanej, nie tylko przeze mnie, kwestii
przydatności wiedzy teoretycznej i systematycznych ćwiczeń, jako dodatku do
wrodzonych talentów.

Nie ma innej drogi do zawodowego muzykowania, niż ogarnięcie wszystkiego co
stanowi jego fundament.

Można tego nauczyć się samemu, czego przykładem jest gitarzysta Marek
Napiórkowski czy kilku mistrzów gitary basowej polskiej estrady rockowej i
jazzowej.

Tym niemniej szkoła muzyczna prawdziwemu entuzjaście nie zaszkodzi, pomimo
wysiłków większości nauczycieli. Nawet parę lat pozwoli zdobyć trochę
przydatnej wiedzy.

W zasadzie wszyscy muzycy chwalonych przeze mnie ostatnio zespołów to
absolwenci szkół muzycznych stopni od podstawowego do akademickiego.

Także wokalistki!

Jedna po Liceum Muzycznym i Studiu Piosenki, druga jest trębaczką(?!) po PSM
II st. i ma na razie za sobą rok śpiewu na Akademii Muzycznej.

Nie wróży to dobrze miłośnikom moich „Poradników Dla Leniwych Basistów”!
; (

Wiedza w pigułce, którą zawierają może pomóc początkującym, nie
zamierzającym grać zawodowo, ale szybko przestanie wystarczać na
profesjonalnej estradzie.

O czym uprzedza Wasz, wciąż podejrzanie pełen endorfin,

tubas!

PS.

I tu przypomniałem sobie jak za komuny, ekspedientka w sklepie Centrali
Muzycznej, zapytana o jedno opakowanie staccata odpowiedziała, że chwilowo
nie ma, ale pojutrze będzie dostawa towaru…(?!)

EDIT:

Z tą Centralą Muzyczną to mam jeszcze jedno wspomnienie. Można by
powiedzieć, że wręcz kombatanckie.

Otóż na Festiwalu Opolskim, u schyłku komuny, ku zdumieniu telewidzów
wystąpił Jacek Kaczmarski wykonując swoje antyreżymowe songi!

W poniedziałek udałem się, jakoś tuż przed zamknięciem sklepu, po struny
do basu. Przy mnie ekspedientka rozpakowywała paczki z kasetami i wyjęła…
kasety Jacka Kaczmarskiego „MURY”! Oczywiście natychmiast jedną kupiłem
zostawiając pieniądze, żeby mogła je skasować po wprowadzeniu dostawy do
ewidencji.

Na drugi dzień, tuż po otwarciu sklepu, zaszedłem dokupić jeszcze kilka –
dla znajomych.

I tu – niespodzianka! Okazało się, że takich kaset nie ma, a co więcej,
nigdy nie było. Wszystko to mi się po prostu przyśniło, a egzemplarz
posiadany przeze mnie jest bytem nieistniejącym oficjalnie.

Kiedy wskazałem miejsce w gablotce, na którym przy mnie ekspedientka
ustawiła poprzedniego wieczora Kaczmarskiego, akurat były tam ustawiane
kasety z muzyką organową baroku…

Załączniki

-

Jak Ty oceniasz wpis?

Wiesz po co są te ikonki?

Wpisy są prywatnymi opiniami poszczególnych autorów.

Komentarzy: 3

  1. Kupić dobre staccato... nie jest tak łatwo, tylko na zamówienie :D
  2. Jak kiedyś szukałem, to mi próbowali wcisnąć apreggio i mówili, że to w
    zasadzie to samo.
  3. Ja z powodzeniem stosuję zamiennie!
Napisz odpowiedź