tubas – życiowe wybory…

Ostatnio trafiło do mnie parę informacji o różnych znajomych muzykach. Przy tej okazji wspomniałem pianistę – „Wańkę”. Pisałem już o nim przy różnych okazjach, ale tym razem posłuży mi jako pretekst do kilku „głębokich” uwag o życiu… (Ja pierdzielę – aż sam w to nie wierzę!). Większość ludzi żyjących muzyką, próbuje też żyć z muzyki. Rzadko to się udaje. Proza codzienności wymusza rezygnację z tych planów i zwykle już po trzydziestce „muzyczny wojownik” i „maczo estrady” zamienia się w „szczura korporacyjnego” lub drobnego „byznesmena”. Część z nas ma ten komfort, że praca pozwala im nadal aktywnie cieszyć się graniem (jestem żywym przykładem), ale „Wańka” jest klinicznym okazem bezkompromisowego podejścia do tej kwestii. Przez lata „robił karierę” w swoim zawodzie wyuczonym, czyli ekonomisty i dotarł do odpowiedzialnych funkcji w dużej, ogólnopolskiej firmie. Nagle – można rzec „z dnia na dzień” – porzucił stanowisko, etat i pracę. Będąc już po czterdziestce wybrał niepewny chleb zawodowego muzyka. Ma swoje zespoły, ale jest też „sidemanem” i akompaniatorem. Powinni znać go bywalcy RURY i innych klubów jazzowych Wrocławia. Gra na klawiszach i cieszy się życiem – robiąc to co lubi. Nie będzie musiał kiedyś, wspominając przeszłość, myśleć: „- A mogłem być szczęśliwy!” PS. Osobiście – wspominając przeszłość – znacznie bardziej żałuję nie wykorzystanych okazji, niż popełnionych błędów, a najmilej wspominam decyzje podjęte pod wpływem impulsu…

Załączniki

-

Jak Ty oceniasz wpis?

Wiesz po co są te ikonki?

Wpisy są prywatnymi opiniami poszczególnych autorów.

Komentarzy: 2

  1. Ha! I to jest dokładnie to! Takie posty podbudowują.

    Inna opcja to jak Zappa pisał (mniej więcej) "znajdź sobie robotę na pół
    etatu i zajmuj się muzyką". Niestety u nas raczej niewykonalne :)
  2. @flaj: Ha! I to jest dokładnie to! Takie posty podbudowują.

    Inna opcja to jak Zappa pisał (mniej więcej) "znajdź sobie robotę na pół etatu i zajmuj się muzyką". Niestety u nas raczej niewykonalne :)




    Dokładnie tak zrobiłem i nie żałuję :D Jedyne co uwiera to to, że rodzina
    wyobrażałaby sobie inaczej moje życie i wypomina co krok rzucenie studiów
    na kierunku budownictwo, które w pewnym momencie stały się dla mnie udręką
    i stratą czasu (niestety już taki mam charakter, że nie potrafię się
    płaszczyć czy mówiąc kolokwialnie lizać d*pę). Na szczęście znalazłem
    robotę w wyuczonym zawodzie jako geodeta i chociaż pensja nie jest nie
    wiadomo jaka to mogę iść do przodu i realizować swoje cele muzyczne, a co
    najważniejsze - czerpać w końcu radość z tego co robię. Pozdrawiam!
Napisz odpowiedź