tubas – jazz II, czyli twórcy i odbiorcy…

„Muzz” napisał:

„A d*pa, nie tylko jazzmani grają jazz 😉

[…]jeżeli chodzi o polskich jazzmanów dobrze grających to jest ich garstka
i z pewnością nie są to te nazwiska o których wszyscy myślą, ze to
czołówka…”

Zgadzam się w 100%. Moja definicja nie wyczerpuje wszystkich mozliwości i,
jak każda definicja, posiada wyjątki.

Na szczęście…!

Czasem nawet taki twórca twierdzi, że to co robi, to absolutnie nie jest
jazz…

Niestety, bywa też odwrotnie – wykonawca twierdzi, że gra jazz, a wygrywa
jakieś knoty „o siedmiu zbójach”…

I tu dygresja:

Podobnie dzieje się w mojej drugiej pasji tzn. literaturze fantastycznej.

Powstało wiele wspaniałych arcydzieł tego gatunku, napisanych przez autorów
spoza „branży” np. „Śmierć na żywo” Comptona, ale powstaje też mnóstwo
chłamu serwowanego przez autorów „branżowych”.

Koniec dygresji.

Wracając do naszych baranów:

„Muzz” ma rację także twierdząc, że naprawdę dobrze grający muzycy
jazzowi to niekoniecznie te głośne medialnie nazwiska. Jest kilku dosłownie,
rzeczywistych gigantów (wg. mnie Tomasz Stańko jest jednym z nich) o znanych
nazwiskach.

Większość jednak wypaliła się (to z tych starszych) lub naśladuje modne
trendy (to absolwenci licznych Szkół Jazzu, produkujących świetnych
wykonawców, ale nie inspirujących twórców).

Świeżych pomysłów trzeba szukać wśród niszowych grup i muzyków takich
jak np. Maciej Obara – jeleniogórzanin.

Innym problemem jest też pewna hermetyczność środowiska, wynikająca ze
stosunkowo niewielkiego „rynku zbytu” opanowanego przez towarzystwo wzajemnej
adoracji, z wysoka traktujące ludzi spoza ich kręgu. Fochy i fumy
demonstrowane przez te „gwiazdy” wobec początkujących potrafią skutecznie
zniechęcić do zadawania się z nimi.

To chyba nasza polska cecha, bo tacy muzycy jak Patitucci czy Flea potrafią
naprawdę zaangażować się w pomoc młodemu narybkowi.

Może jestem niesprawiedliwy i będąc tylko obserwatorem estrady jazzowej, a
nie znając jej kulis, po prostu nie widzę tej przyjaznej dla „nowych”
atmosfery…?

Chętnie np. usłyszę o projektach innych niż płyty Wojtka Pilichowskiego z
basówą młodzieżą.

No i jeszcze w kwestii ogólnej:

Tworzenie rynku odbiorców dla wszelkiej sztuki – nie tylko muzyki i nie tylko
jazzu, zaczyna się już w podstawówce (a nawet przedszkolu). Wychowanie
muzyczne i wychowanie plastyczne – niegdyś obowiązkowe przedmioty, są teraz
zastąpione jakimis dziwolągami programowymi, traktowanymi przez ministerstwo
„edukacji” jak kula u nogi.

Przedmioty te wyraźnie przeszkadzały w kształtowaniu społeczeństwa
matołów, słuchających najprymitywniejszych „muzykopodobnych” dźwięków i
podrygujących stadnie pod ich wpływem. Matołów przeznaczonych do
posłusznego wykonywania poleceń „namaszczonych” władców naszego
państwa.

Kurna, zdenerwowałem się! Nie jestem dobrym człowiekiem, muszę coś ze soba
zrobić. Może się napiję!

PS. Ale najpierw coś zjem…

Załączniki

-

Jak Ty oceniasz wpis?

Wiesz po co są te ikonki?

Wpisy są prywatnymi opiniami poszczególnych autorów.

Komentarzy: 2

  1. (...)Niestety, bywa też odwrotnie - wykonawca twierdzi, że gra jazz, a
    wygrywa jakieś knoty "o siedmiu zbójach"(...) to, to absolutnie...

    (...)Większość jednak wypaliła się (to z tych starszych) lub naśladuje
    modne trendy (to absolwenci licznych Szkół Jazzu, produkujących świetnych
    wykonawców, ale nie inspirujących twórców).

    Świeżych pomysłów trzeba szukać wśród niszowych grup i muzyków takich
    jak np. Maciej Obara - jeleniogórzanin.

    Innym problemem jest też pewna hermetyczność środowiska, wynikająca ze
    stosunkowo niewielkiego "rynku zbytu" opanowanego przez towarzystwo wzajemnej
    adoracji, z wysoka traktujące ludzi spoza ich kręgu. Fochy i fumy
    demonstrowane przez te "gwiazdy" wobec początkujących potrafią skutecznie
    zniechęcić do zadawania się z nimi.

    To chyba nasza polska cecha, (...) O!!! To, to właśnie!!!

    (...)(to absolwenci licznych Szkół Jazzu, produkujących świetnych
    wykonawców, ale nie inspirujących twórców).(...) a to, to powinno być
    wytłuszczone i na czerwono. Min. z tego powodu olałem studia o dumnej nazwie
    "Jazz"

    Pozdrawiam Tubasie i mam nadzieję na jakieś piwko, tudzież wiśnióweczkę.
  2. Ja też chętnie usłyszę o projektach innych niż te pana Pilichowskiego, ale
    to chyba z zupełnie innych powodów ;]

    No i nie denerwuj się tak, Tubasie, bo szkoda Twojego zdrowia na "matołectwo"
    szeroko pojęte :)
Napisz odpowiedź