Długa droga.. do Basu..

Jako, że ostatnimi czasy często czytuję wpisy w blogu, (wiadomo, sesja –
robię wszystko, żeby się nie uczyć..) nie skłamię, jeśli napiszę, że
ogarnąłem chyba wszystkie od deski do deski..

Tak sobie pomyślałem, że przedstawię Wam moje pierwsze-przeszłe i te
teraźniejsze obcowania z instrumentami strunowymi-szarpanymi..

(Oczywiście istnieje możliwość opuszczenia wpisu bez ponoszenia prawnych
konsekwencji)

Part Łan:

Dawno, dawno temu, jak miałem całe 7 lat ojciec przytargał do domu super bas
DEFIL Lotos..

Gitara była wdzięcznym obiektem do malowania i udawania śp. Niemena.. Tak,
tak! Niemena! Wiem, że nie grywał na basie, ale był idolem mojego
dzieciństwa (w sumie jest nadal) i znałem na pamięć chyba całą
dyskografię.. W rytm jego twórczości wybrzmiewającej ze starego kaseciaka
rzucałem się po pokoju jak żaba w amoku z przyciężkim jak dla mnie
sprzętem, który raz po raz niespodziewanie kładł mnie na ziemi 😐
Wracając.. DEFILek leżał, walał się, zmieniał kąty, aż pewnego ranka
(po jakichś trzech latach repozycjonowania) za sprawą ludzia, który ją do
chacjendy przytargał.. [uwaga będzie brutal] Tak właśnie.. DEFIL powąchał
smrody śmietnika pod blokiem.. :/ Wtedy miałem to w nosku (który z wiekiem
znacznie urósł i stał się nochalem), a dziś bym ojcu łeb za taki niecny i
szpetny czyn ukręcił..

(Przypominam o możliwości opuszczenia…)

Part Tó:

Kolejny sprzęt, który pojawił się w moim kwadracie miał 6 strun 🙂
Również DEFIL, którego modelu nie pomnę, ale gogiele podpowiadają, że
zwał się Jazz.. Miałem już wtedy z 12 lat i chciałem podejść ambitnie do
gry na gitarze, ale skończyło się standardowo, czyli klapa..

Gitara poleżała z rok na szafie, brzdękana może trzy przykrótkie razy i
została wydana sam już nie wiem komu i nie wiem, czyja to była sprawka, ale
łeb bym ukręcił oczywista..

Part Czri:

Rok 2002 (mam 15 lat), czyli tak jakby potrafię podejmować decyzje, które
nie zawsze kończą się kontuzją.. Osiedlowy pijaczek, w afekcie
prze-wielkiej deliry szuka kupca na swoją mega wypasioną gitrę akustyczną
marki J&D! Piękna, wielka, czarna jak smoła, błyszcząca jak podłoga w
hotelowym kiblu.. Ale siano, siano.. Typ chce 250, pokazuje mi rachunek..
Faktycznie gitra „sklepowo” warta, bo na paragonie widnieje kwota 449.

Nie mam tyle.. :/ Mija dzień, dwa.. Mijam tą samą gorzelnię, seler
delikatnie schodzi z ceny..

Lece do babci po sianko i nabywam drogą kupna (za 100) piękną gitrę!
(Desperacja alkoholika.. Coś strasznego).

Gitra owa akustyczna opisana w poprzednim parcie towarzyszy mi do dzisiaj,
przyswoiłem kilka ogniskowych melodyjek i na tym koniec..

To nie to, nie daje mi satysfakcji..

Całe liceum wsłuchuję się bacznie w utwory Screaming Trees i Pearl Jam
podziwiając Connera i Amenta.. Zaczyna mnie fascynować gitara basowa..
Myślę.. Może to właśnie to? Może to jest mój instrument? Tak, tak wiem,
w powietrzu wisi kicz.. Ale nie spada, bo basu nie kupiłem.. To nie
telenowela, nie jesteście w stanie przewidzieć wszystkiego 😛 Przeszło mi
🙂

No dobra.. Nie do końca przeszło.. Czytajcie dalej jak chcecie
>>>

Latem to było roku zeszłego.. Lat mam 21, talentu zero, gitara na szafie
hoduje kolejne centymetry kurzu.. W wakacje troszkę się dorabiało.. Se
myślę..: „Może by tak wskrzesić marzenia o gitrze basowej?” Jak
pomyślałem-tak zrobiłem.. Rejestruję się na Naszym forum, czytam, pytam,
analizuję, przekopuję jalegro w poszukiwaniu czegoś w pobliżu.. (taniego
oczywista..)

Part Four:

Jest! Encore Pretzel! Głogów, jedyne 70km ode mnie! Oczywiście
odradzaliście mi tą gitarę, ale i tak napalony ustawiłem się z selerem..
Za tą kasę mogła nawet na ścianie wisieć 🙂

Następnego dnia rano pakuję się w moje krwisto czerwone, ponaddzwiękowe
Dajhatsu Kłore (to autko to opcja na kolejną wpisową historię) i lecę
pędzę! Wieczorkiem wracam z tą jedyną wymarzoną 🙂 Myśl.. O ja cierpie
dole! Nimam pieca.. Dnia kolejnego pędzę po piec (pieszo, bo paliwko poszło
dnia poprzedniego się pierdzielić). Ostanie pieniądze wydaję na urywające
d*pę 25W czystej mocy i targam to to cholerstwo przez całe miacho nie bacząc
na wadę zafajdanego serducha, przysparzającego mi w efekcie dźwigania co raz
to nowych palpitacji..

Nic tam, fascynacja skompletowaniem całego wypierdu dodaje mi mocy! Wpadam na
chatę.. Nosz d*pa blada nooo! Nie mam kabla! Tym razem aftobusem do
erektrycznego po kabel mikrofonowy i jacki, bo taniej.. Szybkie lutowanko i
przygodę czas zacząć! Żadnych kolejnych komplikacji, podłączam,
działa!

Później przygoda z basem zaczyna rozwijać się już dynamiczniej, mniej
kolorowo ale jednak „do przodu”..

Basów na dzień dzisiejszy mam sztuk trzy (wliczając Encore’a:D) i akustyk
oczywista..

Dość się wynudziliście?? Nie ma takiego bicia! Koniec imprezy, dobranoc..!

Załączniki

-

Jak Ty oceniasz wpis?

Wiesz po co są te ikonki?

Wpisy są prywatnymi opiniami poszczególnych autorów.

Komentarzy: 8

  1. fajne. ja tak nie miałem :(
  2. @gurf: fajne. ja tak nie miałem :(




    No i niekoniecznie masz czego żałować :D
  3. a gdzie ten śmietnik z tym Lotosem się znajduje?
  4. OFFTOP ! Siostra ma takie Daihatsu :) czesto jezdzę, przyjemne autko po
    miescie, oszczedne i niemal bezawaryjne :D
  5. Na części czwartej się ubawiłem..)
  6. tak to jest

    jak się człowiekowi we łbie upierd%$#li, że będzie grał, to będzie grał
  7. @futrzak: a gdzie ten śmietnik z tym Lotosem się znajduje?




    To było 15 lat temu.. Ktoś zapewne ogrzał nim swój salon..

    @psqdny: Na części czwartej się ubawiłem..




    Fajnie.. Bo dla mnie sytuacja była conajmniej tragiczna :P

    @heracless: tak to jest

    jak się człowiekowi we łbie upierd%$#li, że będzie grał, to będzie grał




    A to racja jest święta.. Choćby nie wiem jak się człowiek wzbraniał
    :)
  8. ciekawa narracja. podoba mi się:)
Napisz odpowiedź